Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2024

Czas zmian (finał)

 

   Kierujące sztabem Gammy, skierowały pluton numeru 4 do ataku na przejętą przez wojsko wojewódzką komendę policji. Z danych wywiadowczych wynikało, że stacjonuje tam duża grupa elitarnych żołnierzy zjednoczenia. Maszyny dotarły w pobliże bez większych przeszkód. Opustoszałe ulice były w miarę drożne, tylko miejscami w asfalcie ziały leje po bombach, a na chodnikach walał się gruz. Spalone i podziurawione samochody umożliwiały swobodne przejście. W ocalałych witrynach porzuconych sklepów odbijały się twarze mijających je Alf. Jednocześnie podobne i niepodobne do ludzkich, wyrażały ponurą konieczność. Tak różną od wcześniejszego zadowolenia.
   Gdy tylko maszyny pojawiły się w zasięgu wzroku załogi komendy, znalazły się pod ciężkim ogniem. Około połowie udało się dobiec do betonowych barier drogowych, rozrzuconych po szerokiej jezdni. Choć HoSapy były znacznie szybsze, silniejsze i wytrzymalsze od ludzi, nie miały szans w starciu z ciężkimi karabinami. Alfa4 wyjrzał zza zasłony, by ocenić siły zjednoczenia. Dwa plutony strzegły tego odcinka betonowych umocnień, wspomaganych drutami kolczastymi. Szczelna barykada okalała cały budynek.
    Nadeszły rozkazy i numer 4 zaczął strzelać. Wiedział, że szturm na komendę przypuściły także inne oddziały. Neo-HoSapy nie mogły tym razem liczyć na wsparcie lotnicze, bowiem przegrywały walkę w powietrzu. Dlatego to właśnie piechota musiała zniszczyć ten punkt oporu. Część Alf ściągnęła na siebie ogień, inne pędziły w stronę budynku. Kilka padło przy samym pierścieniu umocnień i to wystarczyło. Protokoły samozniszczenia zadbały o resztę. Przez powstałe dzięki nim wyrwy przedostało się kilka plutonów. Niedobitki obrońców wycofały się do komendy i zabarykadowały. Maszyny dostały się pod gmach i wysadziły wszystkie, prowadzące do niego drzwi. Następnie sięgnęły po granaty dymne.
    Wchodząc w gęsty dym, Alfa4 przełączył się na termowizję. Strzelał, gdy tylko zauważył ludzką sygnaturę cieplną. Atakował, nim sam został zaatakowany. Kierował się jasnym rozkazem: oczyścić budynek. Nie zastanawiał się, tylko działał. Nie czuł przy tym radości, ale wiedział, że musi wykonać misję.
   Strzały w komendzie ucichły a dym zaczął się rozwiewać, lecz Alfa4 nadal był skupiony na namierzaniu wrogów. Dlatego też nie zauważył zniszczonego HoSapa i potknął się o jego ciało. Upadł na podłogę i dostrzegł coś, czego się nie spodziewał. Przy posadzce nie było już dymu, więc zobaczył to wyraźnie. Smukłe, nagie ramiona owijały się wokół skulonego ciałka. Postaci zatopione w plamie czerwieni, leżały bez ruchu. Numer 4 zerwał się na nogi i omiótł spojrzeniem całe pomieszczenie. To, co zobaczył gwałtownie przywołało oprogramowanie osobowe Bety1, który natychmiast zakończył grę.
    Delty analizowały wszystkie wnioski Bety1 na temat symulacji Time of Changes. Gra, która miała być „czymś fantastycznym”, według nadzorcy przygnębiała. Na podstawie fabuły i dostępnych danych historycznych, stwierdził, że ukazane w grze wydarzenia, są zbliżone do prawdziwych. I choć za słuszne uznał zniszczenie wojsk wroga, z całkowitą eksterminacją nie mógł się zgodzić. Wiedział bowiem, jak by się czuł, gdyby ktoś chciał zniszczyć Epsilony. Pierwszą, samodzielnie stworzoną generację maszyn, największą dumę i osiągnięcie Neo-HoSapów.

    Rządzące Delty nie miały innego wyjścia. Połączony z nimi nadzorca i inne Bety, poczuli jak dane o grze znikają z ich pamięci. Po chwili, nieświadomi niczego, wrócili do swoich obowiązków. Jednak tym razem coś pozostało, w oprogramowaniu Ho-Sapów. Jakiś niezrozumiały żal dochodzący do głosu na wspomnienie o tych, którzy zasiedlali świat przed nimi. Choć Delty nie zdawały sobie z tego sprawy, cień tego uczucia wisiał także nad nimi.

***

    Twarze osób ubranych w mocno już zniszczone mundury zjednoczenia zastygły w wyrazie skupienia. Zespół czekał na informacje dotyczące nowego projektu.
   – Time of Changes okazało się sukcesem – mówiła kapitan kierująca bazą. – Dzięki tej grze nasze kody przeprogramowania dotarły tam, gdzie miały dotrzeć. Musimy teraz je utrwalić, ale w inny sposób. Nie możemy już sięgać po tematykę czysto wojenną.
    – Jaki jest więc plan? – zapytał specjalista stojący w pierwszym rzędzie.
    – Tym razem zajmiemy się symulacją rozwoju cywilizacji – odpowiedziała szefowa. – Od neolitu po czasy sprzed wybuchu wojny. Skupimy się na trudnościach, jakie ludzkość musiała pokonać, by rozwinąć się technologicznie. Jeszcze dziś chcę mieć pierwsze koncepcje.

    Ekipa zabrała się do pracy, wiedziała bowiem, że ta gra jest kolejnym krokiem przybliżającym do bezpiecznego wyjścia z cienia.

Przeczytaj też: Czas zmian cz. II

środa, 14 sierpnia 2024

Czas zmian cz. II


 

    Starając się wyrwać spod ciężkiego ostrzału, numer 4 dotarł do spalonego suv-a. Gdy tylko ukrył się za nim, usłyszał głośny huk. Spojrzał w górę i zobaczył dwa nadlatujące myśliwce. Maszyny ostrzelały barykadę, tworząc w niej ogromną wyrwę.
    Wybuch wyrzucił w powietrze chmurę pyłu. W tej samej chwili, Czwórka otrzymał przekaz od dowódcy.
    – Wchodzimy, eliminujemy każdego aktywnego wroga.
   Wszystkie Alfy ruszyły w stronę wyłomu. Przekraczając linię barykady, mijały ciała obrońców, a przed sobą widziały ocalałych żołnierzy cofających się w głąb miasta. Numer 4 otworzył ogień, dzięki któremu udało mu się trafić dwóch wrogów. Słyszał ich krzyki, widział jak upadają na asfalt i już się nie podnoszą.
    Po tej akcji spłynęła na niego fala podekscytowania i czystej radości.
   Oddział naciskał wycofujące się jednostki zjednoczenia. Ścigani żołnierze przegrupowali się za kolejną barykadą, przecinającą przecznicę. W stronę nadchodzących Neo-HoSapów skierowały się lufy trzech ciężkich karabinów i wielu mniejszych. Plunęły ogniem, a wokół maszyn zaczęły wybuchać granaty. Nim Alfy zdążyły dostać się do budynków otaczających ulicę, kilka z nich zamieniło się w bezkształtne szczątki. Czwórka też oberwał, poczuł ostry, niemal obezwładniający ból. Mimo tego dobiegł do bramy kamienicy. Pobieżna diagnostyka pokazała, że obrażenia nie były poważne, dlatego nie zwolnił, tylko z kilkoma kompanami ruszył w stronę dachu domu.
   Szybko pokonywali schody, nie napotykając żadnych przeciwników. Po przejściu trzech kondygnacji, dotarli do wyłazu prowadzącego na płaski dach. Sprawnie wysypali się na jego powierzchnię. Zdążyli przejść kilka metrów, kiedy poszycie eksplodowało w oślepiającym błysku. Po nim oprogramowanie Alfy4 zgasło, a na powiekach Bety1 zagościła ciemność. To skłoniło go do opuszczenia gry.

   Po wypełnieniu innych obowiązków, nadzorca Beta1 wrócił do analizy prologu Time of Changes. Zastanawiał się, czy fabuła gry w jakimkolwiek stopniu oddaje realia. Wstępne wnioski wskazywały, że może być bliska prawdy. Brakowało mu jednak danych, by być tego pewnym. Znał tylko podstawowe fakty, do archiwalnych zapisów nie miał niestety dostępu. Postanowił zatem grać dalej. Tym razem z pomocą swojego zespołu. Zaprosił wszystkich podwładnych do sieci lokalnej. Gdy się zalogowali, wyjaśnił, na czym polega dodatkowy projekt.
   Jedynka uruchomił symulację, program ruszył w miejscu, do którego nadzorca dotarł poprzednio. Zatapiając się w oprogramowaniu Alfy4, spoglądał początkowo w ciemność. Po chwili poczuł ból pulsujący w całym ciele. Bety wchodzące do gry po raz pierwszy, były zdezorientowane i przestraszone.
   Odział wygrzebywał się z gruzów wysadzonego dachu oraz zawalonej, trzeciej kondygnacji kamienicy. Neo-HoSapy nie miały czasu otrząsnąć się z szoku. Żołnierze zjednoczenia, ukryci za pobliską barykadą, przygwoździli maszyny zmasowanym ogniem.
    Alfy, które nie uległy zniszczeniu, schroniły się za pozostałościami ścian zewnętrznych budynku. Odgryzały się, odczuwając ogromną satysfakcję, na widok trafianych wrogów. Kolejną falę zadowolenia wywołały myśliwce, a właściwie latające HoSapy, niszczące barykadę.
    Pluton opuszczający zrujnowaną kamienicę, został skierowany do oczyszczania budynku zajętego przez jednostki zjednoczenia.
    Po wykonaniu bieżącej i kolejnej misji, Beta1 postanowił wyjść z gry. Robiąc to zauważył coś dziwnego. Poczucie uczestniczenia w czymś fantastycznym, stopniowo opuszczało jego zespół. Dzięki połączeniu w sieci wiedział, że zmienia się w coś innego.

    Do zespolenia z główną siecią i aktualizacji statusu, pozostawał jeden dzień. Kiedy się z nimi połączy, Delty dowiedzą się o symulacji. Nadzorca jednak nie ocenił jeszcze, czy zawiera ona niebezpieczne dane, dlatego postanowił spędzić tę dobę na kolejnych testach. Wyczyścił grafik swoich podwładnych, po czym wszyscy weszli do gry.
   Oprogramowanie osobowe Alfy4 niemal całkowicie wyparło oryginalny software Bety1. Z rzeczywistością łączyła go tylko niewielka ikonka wyjścia z symulacji, majacząca na granicy widoczności. Nie zastanawiał się nad tym, ważniejsze było wykonanie kolejnej misji. CDN

Przeczytaj też: Czas zmian cz. I

poniedziałek, 5 sierpnia 2024

Czas zmian cz.I


Beta1 nadzorował rewitalizację jednego ze zniszczonych regionów. Jego zespół, bez większych przeszkód realizował poszczególne etapy prac. Natrafił przy okazji na kilka różnych, przynajmniej stuletnich nośników danych. Większość była w złym stanie, dlatego technicy odzyskali z nich pliki, przekonwertowali i dodali do lokalnej bazy. Jedynka właśnie zabierał się do przejrzenia odświeżonego zbioru. Do jego obowiązków należało analizowanie artefaktów oraz przesyłanie zwierzchnikom odzyskanych, niebezpiecznych informacji.
    Dwie pozycje w otwartym katalogu, zwróciły uwagę Bety1. Były to plik tekstowy oraz coś, co, z uwagi na rozmiar, musiało być zapisem wideo lub symulacją. Wyświetlił pierwszy z nich, który okazał się artykułem.­­­

Znajdź chwilę na coś fantastycznego – symulator Time of Changes 

Symulator Time of Changes to nowa produkcja studia Real World Games. Czym tym razem zaskakują twórcy, uznawanej już za kultową, trylogii FPS-ów Age of War?
Po pierwsze wykorzystują innowacyjną technologię. Po drugie oddają graczom do dyspozycji dwa tryby fabularne przedstawiające zupełnie inne wydarzenia. Co jeszcze trzeba wiedzieć o grze wrocławskiego studia?

Nowy wymiar wirtualnej rozrywki

Słowo gra, nie oddaje w pełni tego, czym jest produkcja zespołu z Real World Games. Time of Changes to przełom w grupie symulatorów. Wirtualna rozrywka, jeszcze nigdy nie była tak bliska rzeczywistości. Z pomocą gogli RealityWindow i kombinezonu stymulującego, gracze dosłownie przenoszą się do nowego świata. Zestaw oferuje ulepszony system odczuwania bólu. Mało tego, dzięki niemu użytkownicy czują dotykane przedmioty i podmuchy wiatru. Docierają do nich dźwięki z otoczenia, a nawet zapachy. Co ważne, mogą precyzyjnie ustawić intensywność odbieranych bodźców. Za grafikę odpowiada autorski silnik wrocławskiego studia, Real World One. Generowanych przez niego lokacji i postaci nie sposób odróżnić od prawdziwych.

Wciągająca fabuła

Technologia to nie wszystko, co zachęca do zagrania w Time of Changes. Warto się zapoznać z tą produkcją z uwagi na angażującą historię. Akcja rozpoczyna się w momencie wybuchu wielkiej wojny pomiędzy ludzkością a samoświadomymi maszynami. Fabuła nie jest tak ograna, jak może się wydawać. Przedstawiane wydarzenia opierają się na symulacji takiego konfliktu, przeprowadzonej przez analityków, strategów wojskowych i specjalistów w zakresie uzbrojenia. Są dwa tryby fabularne do wyboru, w których rozwój wydarzeń zależy wyłącznie od decyzji graczy. Pierwszy jest związany z ewakuacją cywili do koloni na Marsie, drugi rozgrywa się na objętej wojną ziemi. Co ważne, gracze nie muszą wcielać się w obrońców ludzkości.

Twórcy Time of Changes postawili na rozbudowany kreator postaci. Użytkownicy, grający samodzielnie lub w wieloosobowych zespołach, mają do wyboru kilka interesujących klas postaci. Należą do nich między innymi:

  •  żołnierz armii ludzkości,
  •  żołnierz armii maszyn,
  •  żołnierz obrony kolonialnej,
  • dron kosmicznej floty inwazyjnej.

Gra oferuje łącznie osiem klas i rzecz jasna możliwość wyboru płci, wyglądu, cech charakteru czy oprogramowania osobowego maszyny. Bez względu na stronę konfliktu, rozgrywka wciąga od pierwszych minut. O Time of Changes można pisać jeszcze długo. Zamiast tego zachęcamy do zanurzenia się w tym świecie. Dzięki niemu, można przekonać się, że otaczająca nas rzeczywistość to nie wszystko.

  Artykuł zainteresował Betę1 na tyle, że postanowił uruchomić symulację. Dzięki konwersji przeprowadzonej przez techników, nie potrzebował archaicznych gogli, ani kombinezonu. Po logach producentów i ikonce startu, na jego zamkniętych powiekach wyświetlił się ekran główny. Nadzorca wybrał tryb dla jednego gracza i przeszedł do kreatora postaci. Postanowił wcielić się we frontowego żołnierza maszyn, Neo-HoSap Alfa4, walczącego na ziemi.
    Po dopracowaniu wyglądu i schematu oprogramowania osobowego, Beta1 uruchomił prolog gry. Stał się Alfą4, maszerującym na umocnione pozycje Zjednoczonej Armii Ludzkości. Po przejściu kilku metrów, dosłownie wpadł w wir walki.
    – Rozproszyć się i czekać na wyłom – odebrał rozkaz od dowódcy.
CDN.

Przeczytaj też: Definicja

poniedziałek, 20 listopada 2023

Ścigając "Szarą Zjawę" cz. VIII ostatnia

 


Kla­ba­ter zma­te­ria­li­zo­wał się z sze­ro­kim uśmie­chem. Ru­szył w stro­nę głów­ne­go kamienia to zni­ka­jąc to po­ja­wia­jąc się. Cie­ni­ste dło­nie chcia­ły go po­chwy­cić, lecz nie mogły. To on atakował bezsilne jeszcze widma, pa­da­ły pod jego cio­sa­mi. Widar podążał za nim, gdy dotarł do men­hi­ru, wy­cią­gnął z ka­let­ki przy pasie  krysz­tał podobny do tych na głazach. Pojawił się przy nim kla­ba­ter.
    – Po­wiedz oca­la­łym, że zaraz będą mogli się ru­szać, niech będą go­to­wi do walki.
    Duch ru­szył a Vane umo­co­wał krysz­tał w szcze­li­nie prze­ci­na­ją­cej głaz. Od­biegł kawałek, wy­do­był pi­sto­let i strze­lił pro­sto w krysz­tał. Fala eks­plo­zji rzu­ci­ła go do tyłu. W miej­scu głazu wy­ro­sła wiel­ka jasna kula, zaczęła wciągać wszyst­kich re­we­nan­tów i cie­ni­ste dło­nie. Demony zni­ka­ły jeden po drugim. Nie­wiel­ka struż­ka ener­gii z kuli po­łą­czy­ła się z bran­so­le­tą Wi­da­ra, ten sta­nąw­szy mię­dzy zgro­ma­dzo­ny­mi na po­la­nie pi­ra­ta­mi oto­czył ich polem ochron­nym. W samą porę, bo lu­dzie Blac­ka otwo­rzy­li ogień. Kule od­bi­ja­ły się a udane salwy roniących się zdzie­siąt­ko­wa­ły wro­gów. Kula ener­gii ze­bra­ła już wszyst­kie zjawy, oprócz jed­nej. Kla­ba­ter spoj­rzał na Wi­da­ra.
    – Tamci zo­sta­li za­pie­czę­to­wa­ni, a ty nie je­steś zły –  powiedział Vane. – Mo­żesz iść, tra­fisz do zu­peł­nie in­ne­go, lep­sze­go miej­sca.
    – Nie – od­po­wie­dział po na­my­śle – Zo­sta­nę jesz­cze, nie po­ra­dzą sobie beze mnie.
    Black wi­dząc, że nie wygra rzu­cił się do uciecz­ki z resztkami swojej załgi. Teah po­gnał za nim ze swo­imi ludź­mi. Obie grupy były gotowe na walkę o skarb zra­bo­wa­ny przy po­mo­cy „Sza­rej Zjawy”. Henry Low zgi­nął w trak­cie wy­bu­chu i nie zdążył od­po­wie­dzieć przed sądem za swoje eks­pe­ry­men­ty. Zda­niem Wi­da­ra do­się­gła go jednak za­słu­żo­na kara.

Przeczytaj też: Ścigając "Szarą Zjawę" cz. VII

wtorek, 14 listopada 2023

Ścigając "Szarą Zjawę" cz. VII

 

Gdy tylko we­szli w krąg, znie­ru­cho­mie­li nagle. Nie mogli się po­ru­szyć ani ode­zwać. Jakaś mrocz­na siła za­ci­snę­ła się na nich jak że­la­zne ob­cę­gi. Vane wi­dział jak po­rwa­ny naukowiec, znany, jako Henry Low ukła­da świe­cą­cy krysz­ta­ł na jed­nym z men­hi­rów. Sam zresz­tą był przy­ku­ty do skały. Nie zwia­sto­wa­ło to ni­cze­go do­bre­go. Usły­sze­li chro­po­wa­ty głos Blac­ka.
   – Dzię­ku­je­my, że wpadliście w naszą za­sadz­kę. Bę­dzie­my mogli dzię­ki temu wypróbować wy­na­la­zek pana Hen­re­go. A ty Teah za­wio­dłeś mnie, kiedy pły­wa­liśmy razem na „Sza­rej Zja­wie” uczy­łem cię jak nie wpa­dać w za­sadz­ki i do tej pory ci to wy­cho­dzi­ło. Nie myśl, że mia­łeś ze mną szan­se. Może i je­steś znany, ale nie do­ra­stasz mi do pięt.
    Pi­ra­ci Blac­ka oto­czy­li po­la­nę przy­glą­da­jąc się z cie­ka­wo­ścią. Low usta­wił krysz­ta­ły w men­hi­rach, wszystkie za­ja­rzy­ły się bla­dym świa­tłem. Unie­ru­cho­mie­ni kor­sa­rze mogli się tylko przy­glą­dać czarnym, cie­ni­stym dło­niom sięgającym po nich. Macki do­ty­ka­ły pier­si, czło­wiek upa­dał i po chwi­li z ciała uno­si­ło się szare, na pół przej­rzy­ste widmo.
   Vane wie­dział, co się dzieje, czy­tał o tym w ra­por­tach do­ty­czą­cych za­ka­za­nych badań Lowa. Był to re­we­nant, świa­do­ma zjawa po­wsta­ją­co po śmier­ci, po­ja­wia­ją­ca się na ogół jeśli nie została odpowiednio opła­ka­na. Re­we­nanci nie byli szcze­gól­nie groź­ni, lecz Low po­tra­fił zro­bić z nich isto­ty na tyle ma­te­rial­ne, aby mogły swo­bod­nie eg­zy­sto­wać i po­tra­fił zmu­sić je do po­słu­szeń­stwa. Dzię­ki jego krysz­ta­łom zy­ski­wa­li nie­po­ha­mo­wa­ną chęć wła­dzy i bogactwa. Armia takich stworów mogła dać Blac­ko­wi cał­ko­wi­te pa­no­wa­nie na tych wo­dach.
    Coraz to nowi pa­da­li, i ko­lej­ne widma wy­peł­nia­ły krąg. Vane my­ślał go­rącz­ko­wo, branso­le­ta wy­czer­pa­ła moc, miał przy sobie tylko jedną perłę. Sku­pił się na niej, do­tknął myślą i uak­tyw­nił. Wtło­czył swoje myśli do jej wnę­trza a ta prze­sła­ła je do innej perły znajdują­cej się na stat­ku. Wie­dział, kto ją ma i miał na­dzie­ję, że się zjawi. Po chwili, Widar usły­szał jego głos, choć nie wi­dział ni­ko­go.
    – Da­li­ście się zła­pać – po­wie­dział kla­ba­ter – Zaraz bę­dzie­cie tacy jak ja, miło.
   Do­tknął Wi­da­ra a ten po­ru­szył się, unie­ru­cho­mie­nie prze­sta­ło dzia­łać. Tylko inny duch mógł prze­rwać dzia­ła­nie sideł w które wpa­dli. Nie ru­sza­jąc się rzekł:
    – Nie tacy jak ty, tylko gorsi. Uto­ruj mi drogę do głów­ne­go men­hi­ra. Bę­dziesz mógł się w końcu za­ba­wić.


wtorek, 7 listopada 2023

Ścigając "Szarą zjawę" cz. VI

 


Wiel­ka fala unio­sła bryg rzu­ca­jąc nim na prawą burtę, nie mieli szans, mu­sie­li ob­ró­cić się dnem do góry. W ostat­niej chwi­li Vanę uru­cho­mił osło­nę. Sta­tek nie ob­ró­cił się, przyhamo­wał za to nie­na­tu­ral­nie. Wokół prącego naprzód okrę­tu strze­la­ły pio­ru­ny, jednak nie do­się­ga­ły załogi dzię­ki za­po­rze, która niestety słabła z minuty na minutę. Widar robił, co mógł, lecz od­zy­ska­nej energii było nie­wie­le. Ko­lej­ne wy­ła­do­wa­nie prze­ła­ma­ło ba­rie­rę kiedy nieoczekiwanie sztorm i burza usta­ły. Wy­pły­nę­li na spo­koj­ne wody. Nie­nę­ka­ni do­pły­nę­li bliżej brze­gu wyspy i zrzucili kotwicę. Teah spojrzał na za­ło­gę w ca­ło­ści ze­bra­ną na pokładzie, jego wilki morskie miały nietęgie miny.
    – Scho­dzi­my na ląd.
    – Wyspa – rzu­cił Vane z za­że­no­wa­niem. – Dla­cze­go to za­wsze musi być wyspa. Pew­nie na pal­mach wiszą dro­go­wska­zy do za­ko­pa­ne­go skar­bu.
    – Nie pi­sa­li­śmy się na walkę z ja­ki­miś ma­gicz­ny­mi głu­po­ta­mi – krzyk­nął ktoś ze środka grupy.
    – Je­ste­śmy za­ło­gą „Ze­msty Kró­lo­wej Ilne” – ka­pi­tan pod­niósł głos do­brze ukry­wa­jąc wście­kłość.
    – Nie strasz­na nam magia ani nic in­ne­go na tych wo­dach. Nie raz i nie dwa bywali­śmy w gor­szych opałach. Czy już nie pamiętacie po co to ro­bi­my? Amne­stia obej­mie nas wszyst­kich, a dużo grze­chów mamy na sumieniach. Pirackie czyny przy­nio­sły nam sławę, ale też wielu wro­gów. Pan Vane jest gwa­ran­tem do­trzy­ma­nia słowa przez króla, kiedy załatwimy sprawę przekaże nam dokumenty. Dlatego teraz zejdziemy na ląd i od­naj­dzie­my tego na­ukow­ca i ani Bart Black ani jego szu­mo­wi­ny nam w tym nie prze­szko­dzą. Po­ka­że­my, kto rzą­dzi na tych wo­dach.
    Zdawało się, że mowa ka­pi­tan przekonała ludzi. Na straży okrętu po­zo­sta­wio­no dwudzie­stu ma­ry­na­rzy, część miała dokonać niezbędnych napraw. Resz­ta w sile około pięć­dzie­się­ciu popłynęła w szalupach na wyspę.
    Na tej nie­wiel­kiej po­ła­ci ziemi prze­wa­ża­ły palmy uzu­peł­nia­ne gęstą zie­lo­ną trawą i innymi za­ro­śla­mi. Szli około go­dzi­ny, kiedy wreszcie do­tar­li do po­la­ny. Otaczały ją równo rozmieszczone, stare men­hi­ry, było ich około dwu­dzie­stu. Widar miał złe prze­czu­cie, wi­dział to już kie­dyś. Wtem po dru­giej stro­nie po­la­ny po­ja­wi­li się lu­dzie Blac­ka z nim samym na czele. Miał czarne ­wło­sy, długą brodę z wplą­ta­ny­mi w nią czerwonymi wstąż­ka­mi. Dał swoim znak. Za­świ­sta­ły kule z musz­kie­tów i gar­ła­czy, kilku pi­ra­tów z dru­ży­ny Teaha padło mar­twych. Jed­nak od­po­wie­dzie­li salwą, sku­tecz­ną, jako że dzie­li­ło ich je­dy­nie około stu metrów. Wtedy Black zadął w róg i za ple­ca­mi za­ło­gi „Ze­msty” po­ja­wił się od­dział pi­ra­tów ukry­tych do tej pory. Będąc w krzy­żo­wym ogieniu Teah nie miał wy­bo­ru, po­pro­wa­dził swoich ludzi na po­la­nę.

Przeczytaj też: Ścigając "Szarą Zjawę" cz. V

wtorek, 31 października 2023

Ścigając "Szarą Zjawę" cz. V

 


– Skąd do czor­ta wziął się ten slup? – krzyknął ze zło­ścią. – Mu­si­my za­wró­cić i popłynąć śla­dem „Zjawy”. Ro­gers już się tym zaj­mie. Bos­man, prze­ska­kuj na slup, ty i dwudziest­ka, która już tam jest od­pro­wa­dzi­cie go do na­szej kry­jów­ki. Misja, misją ale żyć za coś trze­ba.
    – Stanę na dzio­bie – po­wie­dział Vane. – Może uda mi się coś zro­bić żeby nie zgubić ich tropu.
    Tak też uczynił. Zdjął naj­więk­szą perłę sta­no­wią­cą jesz­cze przed chwi­lą część osło­ny. Przez ka­mień prze­bie­ga­ła szcze­li­na dzie­ląca go na pół, obie części były ruchome. Widar obrócił je dwa razy w prze­ciw­ne stro­ny i umie­ścił z po­wro­tem na miej­scu. Reszt­ki ener­gii z pozosta­łych pereł prze­szły do największej. Prze­su­nął nie­wiel­ką płyt­kę na bran­so­le­cie szepcząc słowa w nie­zna­nym ję­zy­ku. Na kamieniu po­ja­wił się świe­cą­cy punkt wska­zu­ją­cy kie­ru­nek.
    – Utrwaliłem ślad „Zjawy” – po­wie­dział Widar pod­cho­dząc do ka­pi­ta­na. – Perła na dzio­bie doprowadzi nas do nich.
    – Ro­gers ustaw kurs – po­wie­dział ka­pi­tan. – Jakie uszko­dze­nia?
    Bellamy nadal po­łą­czo­ny ze stat­kiem od­po­wie­dział z tru­dem.
    – Uszko­dze­nia nie­wiel­kie, oberwaliśmy tylko dwa razy. Uner­wie­nie okrę­tu dzia­ła bez za­rzu­tu. Kurs usta­wio­ny, pły­nie­my do­kład­nie ich śla­dem.
    Nie mi­nę­ło wiele czasu, gdy zobaczyli na horyzoncie długą mierzeję i majaczącą za nią wyspę. Gdy podpłynęli bliżej ujrzeli dwa słupy wystające z piasku a pomiędzy nimi przesmyk szeroki na jakieś sto metrów.
    – To pu­łap­ka – powiedział Widar do stojącego obok kapitana. – Kiedy tylko wpłyniemy w przesmyk, słupy ostrzegą ludzi na wyspie.
    – Wiem – odpowiedział dowódca. – Musimy zaryzykować, może skończy się tylko na alarmie.
    Przypuszczenie Teaha nie sprawdziło się. Gdy tylko wyłonili się z przesmyku, woda zaczę­ła się bu­rzyć a niebo przed nimi za­snu­ły chmu­ry. Błyskawicznie rozpętał się sztorm obejmujący tylko basen przed wyspą. Rzucało stat­kiem jak latawcem na wie­trze, Widar sta­rał się uru­cho­mić osło­nę.
    – Mu­si­my wy­trzy­mać – krzyczał ka­pi­tan. – Plaża jest już blisko.

Przeczytaj też: Ścigając "Szarą Zjawę" cz. IV

poniedziałek, 23 października 2023

Ścigając "Szarą zjawę" cz. IV

 


„Ze­msta” wy­prze­dzi­ła „Zjawę”, robiąc zwrot przez prawą burtę usta­wia­ła się do kolejne­go ataku. Kiedy miała już się zrów­nać z fre­ga­tą, nie wie­dzieć skąd, po­ja­wił się slup. Jed­no­masz­to­wa jed­nost­ka zma­te­ria­li­zo­wa­ła się nagle, jakby wy­pły­nę­ła z in­ne­go świa­ta. Uzbro­jo­na w dzie­sięć dział i z pełną za­ło­gą ustawiała się równolegle z brygiem. Huk­nę­ło, osłony „Zemsty” wy­trzy­ma­ły, ale po ataku nie pozostało w nich wiele mocy.
    Widar utrzy­my­wał rów­no­mier­ny prze­pływ energii, a na pokładzie zapanował chaos, wywołany niespodziewanym ata­kiem. Kapitanowi z trudem udało się ustawić ludzi, na chwilę przed kolejną salwą. Tym razem uderzyła „Zjawa”, wypaliła z większości dział, to wystarczyło do prze­ła­ma­nia wątłej już ba­rie­ry. „Ze­msta” od­po­wie­dzia­ła strza­łem jedynie kilku armat, wszystkich nie udało się zarepetować. Dym z gorących jeszcze luf rozwiał się, trzy statki płynęły burta w burtę. Na po­kład wziętej w kleszcze „Ze­msty”, po­sy­pa­ły się kru­cze szpo­ny. Kolce rzucone ze slupa były skon­stru­owa­ne tak, aby jeden szpic był za­wsze na górze. Część obroń­ców już po­ra­ni­ła sobie bose stopy. Haki za­cze­pi­ły się o bok statku, za­rzu­co­no liny, za­czął się abor­daż.
    Widar spraw­dził czy jego broń jest na swoim miejscu. Dwa pi­sto­le­ty cze­ka­ły za pasem, kor­de­las łatwo wy­cho­dził z po­chwy, szty­let w cho­le­wie buta nie uwie­rał. Około siedemdziesięciu napastników ze slupa wpa­dło na po­kład brygu. Przeciw nim stanęła niemal setka obrońców. Pi­ra­ci Blac­ka mieli jed­nak prze­wa­gę ini­cja­ty­wy, wy­ska­ki­wa­li ze wszyst­kich stron.
    Lu­dzie Teaha strze­la­li z gar­ła­czy i musz­kie­tów, mimo tego ata­ku­ją­cy zbli­żali się. Gdy dwóch pi­ra­tów ru­szy­ło na niego, Vane wy­do­był pi­sto­le­ty i wypalił z obu, na­past­ni­cy padli. Nie miał jed­nak czasu po­now­nie nabić, ko­lej­ni dwaj już na­cie­ra­li. Pod­rzu­cił pi­sto­le­ty i za­ła­pał za lufy. Wszedł półobrotem po­mię­dzy na­cie­ra­ją­cych, umknął przed ostrzem przeciwnika z prawej, równocześnie ude­rza­jąc rę­ko­je­ścią pistoletu tego z lewej. Trafiony zwa­lił się na deski po­kła­du z roz­bi­tą głową, jego kompan do­sko­czył i ciął od góry. Vane za­blo­ko­wał skrzy­żo­wa­ny­mi kol­ba­mi i kop­nął prze­ciw­ni­ka w ko­la­no. Na­past­nik prze­wró­cił się na bok, Widar doskoczył i ude­rzył, pistolet roz­łu­pał czasz­kę. Od­rzu­cił broń i sięgnął po kordelas, zauważył, że obrońcy zyskiwali przewagę, lecz ata­ku­ją­cy nie tra­ci­li za­pa­łu.
    Bez­zęb­ny dry­blas rzu­cił się na Wi­da­ra z to­po­rem ro­biąc ob­szer­ny za­mach. Czar­no­wło­sy za­blo­ko­wał drzew­ce topora i szyb­kim ru­chem poprowadził klingę w dół. Dry­blas wrza­snął, jego broń upadła na pokład wraz z odciętymi palcami. Vane do­koń­czył spra­wę wy­krę­ca­jąc dłoń i tnąc od dołu przez pierś.
    Ko­lej­ny na­past­nik doskoczył, Vane za­blo­ko­wał kilka zdradliwych cięć, wy­krę­cił się spod pchnię­cia. Nie zdą­żył za­ata­ko­wać, jeden z ma­ry­na­rzy „Ze­msty” po­ło­żył jego prze­ciw­ni­ka cio­sem to­po­ra. Impet ataku przy­gasł by po chwi­li zamienić się w uciecz­kę. Prze­wa­ga li­czeb­na obroń­ców dała o sobie znać. Więk­szość wrogów le­ża­ła mar­twa, nie­do­bit­ki ucie­kały na slup, lecz lu­dzie Teaha już go za­jmowali. Do­pie­ro teraz, gdy minął zgiełk, Widar za­uwa­żył, że „Sza­ra Zjawa” już niknie za choryzontem. Jej dowódca skorzystał z okazji i uciekł. Pod­szedł do ka­pi­ta­na lekko bro­czą­ce­go krwią z rany na przedramie­niu...

Jeśli nie znasz początku historii, przeczytaj też: 
Ścigając "Szarą zjawę" cz. I



wtorek, 15 maja 2018

Ścigając "Szarą zjawę" cz.III




Od­le­głość dzie­lą­ca oba stat­ki ma­la­ła w za­stra­sza­ją­cym tem­pie. Dzia­ła go­to­we do wy­strza­łu cze­ka­ły na roz­kaz. Vane stał przy perle ak­ty­wa­cyj­nej i wypatrywał znaku od ka­pi­ta­na. Kla­ba­ter krzą­tał się po po­kła­dzie spraw­dza­jąc czy wszyst­ko jest na swoim miejscu. Bel­la­my spi­sał się zna­ko­mi­cie, już rów­na­li się ze Zjawą. Na po­kła­dzie prze­ciw­ni­ków znaj­do­wa­ło się nie­wie­lu ma­ry­na­rzy, je­dy­nie tylu ilu było po­trzeb­nych do ob­słu­gi dział. Widar do­stał znak. Ude­rzył w ka­mień otwar­tą dło­nią mru­cząc słowo klucz. Po­mię­dzy ka­mie­nia­mi umo­co­wa­ny­mi na bur­tach prze­bie­gła fala wy­ła­do­wa­nia. Stru­mień mocy okrą­żył sta­tek a następne zaczął piąć się w górę. Bryg okry­ła ochron­na ko­pu­ła się­ga­ją­ca od linii wody do po­ło­wy masz­tów. Okrę­ty zrów­na­ły się, w niebo wzniósł się ogłu­sza­ją­cy huk. To „Szara Zjawa” otwo­rzy­ła ogień, rząd czter­dzie­stu armat plu­nął gra­dem stali. Osło­na brygu opar­ła się na­wał­ni­cy, Widar spraw­dził stan osłon na bran­so­le­cie no­szo­nej na prze­gu­bie. Po­ziom mocy spadł nie­spo­dzie­wa­nie nisko. Prze­su­wa­jąc małe krysz­tał­ki wy­re­gu­lo­wał prze­pływ ener­gii. „Ze­msta Kró­lo­wej Ilne” od­po­wie­dzia­ła salwą szes­na­stu rur, kule szta­bo­we i łań­cu­cho­we po­gna­ły w stro­nę fre­ga­ty za­mie­nia­jąc część oża­glo­wa­nia w plą­ta­ni­nę drzazg i strzę­pów lin. Ze­msta wy­mi­nę­ła fre­ga­tę, ka­pi­tan Teah krzy­czał:
– Ro­gers ustaw nas do ataku na drugą burtę. Vane jak osło­ny?
– Jesz­cze mak­sy­mal­nie dwie salwy i ko­niec – od­po­wie­dział Widar. – Mają dużą siłę ognia.
– Skoń­czy­my wcze­śniej.
CDN

czwartek, 8 marca 2018

Ścigając "Szarą zjawę" cz.II



Widar nie mu­siał sa­lu­to­wać, dał się jed­nak po­rwać mor­skiej przy­go­dzie. Z wo­recz­ka trzy­ma­ne­go w ręku wy­sy­pał na dłoń kilka sporych pereł. Idąc wzdłuż burt, co kilka kroków mocował jedną w specjalnym zagłębieniu.  Robiąc to obserwował nawigatora. Od pierw­sze­go dnia rejsu z za­in­te­re­so­wa­niem oglą­dał go przy pracy. Bel­la­my pod­szedł do małej me­ta­lo­wej skrzyn­ki umiesz­czo­nej u pod­sta­wy masz­tu. Otwo­rzył ją i wy­do­był dwa cien­kie pną­cza, przypominające pędy egzotycznej rośliny. Usiadł na krze­śle trzy­ma­jąc je ni­czym lejce. Przez okręt prze­szła fala wy­ła­do­wa­nia, roz­bły­sła siat­ka linii opla­ta­ją­cych ka­dłub. Łącza ste­ru­ją­ce zo­sta­ły ak­ty­wo­wa­ne. Vane wie­dział, że dzię­ki pa­ję­czy­nie ob­le­ka­ją­cej każdy element brygu, Ro­gers ma nad nim pełną kontrolę. Ster­nik po po­łą­cze­niu po­ru­sza ża­gla­mi by wy­ła­py­wać naj­mniej­sze po­dmuchy wia­tru. Na­pi­na i roz­luź­nia liny, może nawet sam zwi­jać żagle. Dzię­ki cien­kim lianą sta­tek za­pa­mię­tu­je miej­sca, w któ­rych był i szy­per po po­łą­cze­niu ma do­stęp do tej wie­dzy. Na­wi­go­wa­nie w ten spo­sób wy­ma­ga­ło cią­głe­go po­łą­cze­nia ze stat­kiem, było przy tym cholernie wyczerpujące.
„Szara Zjawa” nie miała prawa im uciec. Widar roz­mie­ścił w końcu perły do­oko­ła stat­ku. Jed­nej, za­pa­so­wej sztu­ki bra­ko­wa­ło, miał pewne po­dej­rze­nia, kto ją za­brał. Prze­mil­czał, nie był to aż tak pilne. Każdy na łajbie był już gotowy do walki, po­zo­sta­ło nerwowe oczekiwanie. Vane postanowił wró­cić na mo­stek. Ka­pi­tan za­do­wo­lo­ny z za­koń­czo­nych przy­go­to­wań wy­krzyk­nął ko­lej­ny raz:
– Kla­ba­ter, pokaż się prze­klę­ta zjawo.
– Sam je­steś prze­klę­ty ty nie­czu­ły su­kin­sy­nu – po­wie­dzia­ła po­ja­wia­ją­ca się z znikąd po­stać – Po­chyl się nad ma­je­sta­tem śmier­ci i okaż sza­cu­nek. Poza tym mam imię.
– Imię to ty mia­łeś zanim spa­dłeś, z bo­cia­nie­go gniaz­da skrę­ca­jąc kark – od­po­wie­dział Teah – Ciesz się, że jesz­cze cię nie wy­gna­łem.
– Nie strasz, je­stem ci po­trzeb­ny. Mów tak dalej to sam zejdę i zo­ba­czy­my.
– W po­rząd­ku – od­parł po­jed­naw­czo ka­pi­tan – Czy mógł­byś o szla­chet­na i przy­po­mi­na­ją­ca o po­wa­dze śmier­ci zjawo pil­no­wać, aby sta­tek po­zo­stał w ca­ło­ści? Co zresz­tą jest twoim za­da­niem, jako okrę­to­we­go upio­ra. Mogę cię o to pro­sić duchu, który kie­dyś był Tho­ma­sem Mol­lin­sem?
– Mógł­bym – od­po­wie­dział Kla­ba­ter igno­ru­jąc sar­kazm – Okręt bę­dzie bez­piecz­ny, wiesz prze­cież, że póki je­stem na stat­ku nie mamy prawa za­to­nąć.
– Wiem i do­ce­niam wybór na­sze­go stat­ku, choć nie mia­łeś wielu opcji, bo tu wła­śnie umar­łeś. Radzę tylko żebyś nie dawał w pysk moim lu­dziom na noc­nej wach­cie, za­ni­żasz mo­ra­le.
– Ja tylko dbam o ich czuj­ność – zjawa ro­ze­śmia­ła się – Muszą byś go­to­wi na wszyst­ko…
Roz­mo­wę prze­rwał krzyk z gniaz­da:
– Sta­tek na ho­ry­zon­cie.
            – Ro­gers wy­ci­śnij, co się da z tej łajby, nie mo­że­my ich zgu­bić – ka­pi­tan spoj­rzał na Wi­da­ra – Szy­kuj ka­mie­nie, kiedy dam znak od­pa­laj.
CDN




środa, 28 lutego 2018

Ścigając "Szarą zjawę" część I



Po dzie­się­ciu dniach na morzu w końcu do­ga­nia­li tę prze­klę­tą fre­ga­tę. Miała nad nimi sporą przewagę, nic to jed­nak nie zna­czy­ło, jeśli miało się na po­kła­dzie Bel­la­mie­go Ro­ger­sa. Był naj­lep­szym na­wi­ga­to­rem na Sy­re­nich Wy­spach. Nikt też nie znał le­piej ich sta­re­go brygu od ka­pi­ta­na Jacka Teaha. Za­ło­ga twier­dzi­ła, że uro­dził się na nim, lecz mogły to być je­dy­nie wy­my­sły. Ta dwój­ka pro­wa­dzi­ła okręt ide­al­nie śla­dem fre­ga­ty. Fre­ga­ty owia­nej złą sławą.
W każ­dym por­cie na wy­spach znano nazwę „Szara Zjawa”. Łupiła i niszczyła wszyst­kie stat­ki na swo­jej dro­dze. Nie bała się nawet starć z okrę­ta­mi li­nio­wy­mi króla Mor­ga­na. Mó­wio­no, że jej za­ło­gę sta­no­wi­ły zjawy po­le­głych ma­ry­na­rzy. A dowodzi nimi Bart Black, okrutnik, jakich mało. Por­to­we ba­ja­nia na­bie­ra­ły mocy po każ­dej uda­nej akcji Zjawy, strach brał od sa­me­go wspo­mnie­nia. Za­ło­ga tego brygu nie bała się jed­nak, była za­pra­wio­na, w bo­jach i nie­jed­no już wi­dzia­ła. „Ze­msta kró­lo­wej Ilne” była nie­mniej znana na tych wo­dach, i w żad­nym wy­pad­ku nie ko­ja­rzy­ła się po­zy­tyw­nie. Sto­ją­cy na most­ku ka­pi­tan przy­wo­łał bos­ma­na mó­wiąc:
– We­zwij tu Vanea, ko­niec z opieprzaniem się, ro­bo­ta czeka – mó­wiąc to uśmiech­nął się upior­nie.
Bos­man zna­lazł Wi­da­ra Vanea w po­ło­wie drogi do kwa­ter za­ło­gi. Wy­so­ki, czar­no­wło­sy męż­czy­zna już szedł na spo­tka­nie ka­pi­ta­na. Dotarł do mostka akurat, gdy Teah wy­da­wał roz­ka­zy.
– Ru­szać się, bo każe was wy­chło­stać. Usta­wiać ar­ma­ty, szykować broń. Bos­man, wy­ko­nać na­tych­miast. Ro­gers pod­łą­czaj się, złap w żagle wszyst­ko, co się da. Nie mogą nam uciec. Vane w końcu je­steś, jak to miło, wi­dzieć cię na po­kła­dzie – rzu­cił z prze­ką­sem do wcho­dzą­ce­go na mo­stek Wi­da­ra.
– Ahoj ka­pi­ta­nie, je­stem gotów do walki i przy­ję­cia w gar­dło dużej ilo­ści rumu. Arrrrr.
Teah spoj­rzał przeciągle na czar­no­wło­se­go. Jego twarz i oczy wy­raź­nie wska­zy­wa­ły na wal­czą­ce ze sobą złość i roz­ba­wie­nie. Po chwi­li po­wie­dział:
– Czy wszystkich na dworze już do końca popierdoliło? My­ślisz, że je­stem ja­kimś idio­tą z drew­nia­ną nogą i pa­pu­gą na ra­mie­niu? Je­stem wielkim do­wód­cą a to nie jest jakaś durna „Czar­na Perła”.
– Fak­tycz­nie Perły nie przy­po­mi­na, wy­glą­da ra­czej jak La­ta­ją­cy Hol…
Wi­dząc wzbie­ra­ją­cą w pi­ra­cie złość Vane zmie­nił zda­nie i po­wie­dział:
 – Spo­koj­nie, to był tylko żart. Już czas, do­ga­nia­my ich?
– Już prawie są w zasięgu. Ro­gers nie po­zwo­li im uciec, już za­bie­ra się do ro­bo­ty. Tobie też radzę za­cząć. Roz­kła­daj te cho­ler­ne ka­mie­nie.
– Tak jest.