wtorek, 31 października 2023

Ścigając "Szarą Zjawę" cz. V

 


– Skąd do czor­ta wziął się ten slup? – krzyknął ze zło­ścią. – Mu­si­my za­wró­cić i popłynąć śla­dem „Zjawy”. Ro­gers już się tym zaj­mie. Bos­man, prze­ska­kuj na slup, ty i dwudziest­ka, która już tam jest od­pro­wa­dzi­cie go do na­szej kry­jów­ki. Misja, misją ale żyć za coś trze­ba.
    – Stanę na dzio­bie – po­wie­dział Vane. – Może uda mi się coś zro­bić żeby nie zgubić ich tropu.
    Tak też uczynił. Zdjął naj­więk­szą perłę sta­no­wią­cą jesz­cze przed chwi­lą część osło­ny. Przez ka­mień prze­bie­ga­ła szcze­li­na dzie­ląca go na pół, obie części były ruchome. Widar obrócił je dwa razy w prze­ciw­ne stro­ny i umie­ścił z po­wro­tem na miej­scu. Reszt­ki ener­gii z pozosta­łych pereł prze­szły do największej. Prze­su­nął nie­wiel­ką płyt­kę na bran­so­le­cie szepcząc słowa w nie­zna­nym ję­zy­ku. Na kamieniu po­ja­wił się świe­cą­cy punkt wska­zu­ją­cy kie­ru­nek.
    – Utrwaliłem ślad „Zjawy” – po­wie­dział Widar pod­cho­dząc do ka­pi­ta­na. – Perła na dzio­bie doprowadzi nas do nich.
    – Ro­gers ustaw kurs – po­wie­dział ka­pi­tan. – Jakie uszko­dze­nia?
    Bellamy nadal po­łą­czo­ny ze stat­kiem od­po­wie­dział z tru­dem.
    – Uszko­dze­nia nie­wiel­kie, oberwaliśmy tylko dwa razy. Uner­wie­nie okrę­tu dzia­ła bez za­rzu­tu. Kurs usta­wio­ny, pły­nie­my do­kład­nie ich śla­dem.
    Nie mi­nę­ło wiele czasu, gdy zobaczyli na horyzoncie długą mierzeję i majaczącą za nią wyspę. Gdy podpłynęli bliżej ujrzeli dwa słupy wystające z piasku a pomiędzy nimi przesmyk szeroki na jakieś sto metrów.
    – To pu­łap­ka – powiedział Widar do stojącego obok kapitana. – Kiedy tylko wpłyniemy w przesmyk, słupy ostrzegą ludzi na wyspie.
    – Wiem – odpowiedział dowódca. – Musimy zaryzykować, może skończy się tylko na alarmie.
    Przypuszczenie Teaha nie sprawdziło się. Gdy tylko wyłonili się z przesmyku, woda zaczę­ła się bu­rzyć a niebo przed nimi za­snu­ły chmu­ry. Błyskawicznie rozpętał się sztorm obejmujący tylko basen przed wyspą. Rzucało stat­kiem jak latawcem na wie­trze, Widar sta­rał się uru­cho­mić osło­nę.
    – Mu­si­my wy­trzy­mać – krzyczał ka­pi­tan. – Plaża jest już blisko.

Przeczytaj też: Ścigając "Szarą Zjawę" cz. IV

poniedziałek, 23 października 2023

Ścigając "Szarą zjawę" cz. IV

 


„Ze­msta” wy­prze­dzi­ła „Zjawę”, robiąc zwrot przez prawą burtę usta­wia­ła się do kolejne­go ataku. Kiedy miała już się zrów­nać z fre­ga­tą, nie wie­dzieć skąd, po­ja­wił się slup. Jed­no­masz­to­wa jed­nost­ka zma­te­ria­li­zo­wa­ła się nagle, jakby wy­pły­nę­ła z in­ne­go świa­ta. Uzbro­jo­na w dzie­sięć dział i z pełną za­ło­gą ustawiała się równolegle z brygiem. Huk­nę­ło, osłony „Zemsty” wy­trzy­ma­ły, ale po ataku nie pozostało w nich wiele mocy.
    Widar utrzy­my­wał rów­no­mier­ny prze­pływ energii, a na pokładzie zapanował chaos, wywołany niespodziewanym ata­kiem. Kapitanowi z trudem udało się ustawić ludzi, na chwilę przed kolejną salwą. Tym razem uderzyła „Zjawa”, wypaliła z większości dział, to wystarczyło do prze­ła­ma­nia wątłej już ba­rie­ry. „Ze­msta” od­po­wie­dzia­ła strza­łem jedynie kilku armat, wszystkich nie udało się zarepetować. Dym z gorących jeszcze luf rozwiał się, trzy statki płynęły burta w burtę. Na po­kład wziętej w kleszcze „Ze­msty”, po­sy­pa­ły się kru­cze szpo­ny. Kolce rzucone ze slupa były skon­stru­owa­ne tak, aby jeden szpic był za­wsze na górze. Część obroń­ców już po­ra­ni­ła sobie bose stopy. Haki za­cze­pi­ły się o bok statku, za­rzu­co­no liny, za­czął się abor­daż.
    Widar spraw­dził czy jego broń jest na swoim miejscu. Dwa pi­sto­le­ty cze­ka­ły za pasem, kor­de­las łatwo wy­cho­dził z po­chwy, szty­let w cho­le­wie buta nie uwie­rał. Około siedemdziesięciu napastników ze slupa wpa­dło na po­kład brygu. Przeciw nim stanęła niemal setka obrońców. Pi­ra­ci Blac­ka mieli jed­nak prze­wa­gę ini­cja­ty­wy, wy­ska­ki­wa­li ze wszyst­kich stron.
    Lu­dzie Teaha strze­la­li z gar­ła­czy i musz­kie­tów, mimo tego ata­ku­ją­cy zbli­żali się. Gdy dwóch pi­ra­tów ru­szy­ło na niego, Vane wy­do­był pi­sto­le­ty i wypalił z obu, na­past­ni­cy padli. Nie miał jed­nak czasu po­now­nie nabić, ko­lej­ni dwaj już na­cie­ra­li. Pod­rzu­cił pi­sto­le­ty i za­ła­pał za lufy. Wszedł półobrotem po­mię­dzy na­cie­ra­ją­cych, umknął przed ostrzem przeciwnika z prawej, równocześnie ude­rza­jąc rę­ko­je­ścią pistoletu tego z lewej. Trafiony zwa­lił się na deski po­kła­du z roz­bi­tą głową, jego kompan do­sko­czył i ciął od góry. Vane za­blo­ko­wał skrzy­żo­wa­ny­mi kol­ba­mi i kop­nął prze­ciw­ni­ka w ko­la­no. Na­past­nik prze­wró­cił się na bok, Widar doskoczył i ude­rzył, pistolet roz­łu­pał czasz­kę. Od­rzu­cił broń i sięgnął po kordelas, zauważył, że obrońcy zyskiwali przewagę, lecz ata­ku­ją­cy nie tra­ci­li za­pa­łu.
    Bez­zęb­ny dry­blas rzu­cił się na Wi­da­ra z to­po­rem ro­biąc ob­szer­ny za­mach. Czar­no­wło­sy za­blo­ko­wał drzew­ce topora i szyb­kim ru­chem poprowadził klingę w dół. Dry­blas wrza­snął, jego broń upadła na pokład wraz z odciętymi palcami. Vane do­koń­czył spra­wę wy­krę­ca­jąc dłoń i tnąc od dołu przez pierś.
    Ko­lej­ny na­past­nik doskoczył, Vane za­blo­ko­wał kilka zdradliwych cięć, wy­krę­cił się spod pchnię­cia. Nie zdą­żył za­ata­ko­wać, jeden z ma­ry­na­rzy „Ze­msty” po­ło­żył jego prze­ciw­ni­ka cio­sem to­po­ra. Impet ataku przy­gasł by po chwi­li zamienić się w uciecz­kę. Prze­wa­ga li­czeb­na obroń­ców dała o sobie znać. Więk­szość wrogów le­ża­ła mar­twa, nie­do­bit­ki ucie­kały na slup, lecz lu­dzie Teaha już go za­jmowali. Do­pie­ro teraz, gdy minął zgiełk, Widar za­uwa­żył, że „Sza­ra Zjawa” już niknie za choryzontem. Jej dowódca skorzystał z okazji i uciekł. Pod­szedł do ka­pi­ta­na lekko bro­czą­ce­go krwią z rany na przedramie­niu...

Jeśli nie znasz początku historii, przeczytaj też: 
Ścigając "Szarą zjawę" cz. I



piątek, 6 października 2023

Krytyka tak, ignorancja nie

 


Jest kilka wskazówek pozwalających rozpoznać osoby nieznające się na fantastyce, lub ją lekceważące. A warto wiedzieć, że pomimo popularności gatunku, jest ich sporo. Krytykują ten nurt, niewiele wiedząc na jego temat. Czasem udaje im się zamaskować ową nieznajomość temat. Zdradzają się jednak, pewnymi stwierdzeniami.

Kiepska krytyka

Nietrudno natrafić na opinie rozsiewane przez osoby nieznające się na fantastyce. Wystarczy odwiedzić portal filmowy lub literacki i poczytać komentarze pod artykułami o dziełach zaliczanych do gatunku. Czasem i same artykuły są pisane przez takie osoby. Nietrafionych ocen jest jeszcze więcej w mediach społecznościowych. Kiepska krytyka częściej odnosi się do filmów, bo jednak przeczytanie książki wymaga więcej zaangażowania. Szczególnie od osób, które za fantastyką nie przepadają i jej nie rozumieją.

Skupiam się na fantasy, ale moje słowa odnoszą się też do science fiction czy horroru. Przechodząc do sedna, stwierdzenia, po których można rozpoznać kogoś, kto nie zna się na gatunku to:

  • „przecież to tylko fantasy”,
  • „przeszkadza Ci łamanie praw fizyki, ale smoki (lub inne magiczne stwory) są już ok?”,
  • „znowu jakieś głupoty o elfach”,
  • „nie rozumiem fenomenu…”.

Oczywiście takie komentarze miewają nieco inną formę, ale sens zawsze jest ten sam. Pierwszy z wymienionych szczerze mnie denerwuje. Dwa środkowe zwykle puszczam mimo uszu/oczu. Jeśli chodzi o ostatni, to nie każdy musi rozumieć fenomen. Albo też za mało wie by go zrozumieć.

Wartościowa literatura i kinematografia

Nie chcę zostać źle zrozumiany, nikomu nie każę lubić fantasy. Bo też nie jest to gatunek dla każdego. Można krytykować książkę czy film, ale konstruktywnie. Dobrze też zastanowić się czy źle oceniany motyw, faktycznie jest zły. Element, który jest standardem, dla laika może być wadą.  Gdy nie zna się tematu, łatwo wydać błędną ocenę. W takiej sytuacji osoba komentująca powinna skupić się na tym czy fabuła jej się podoba, a nie na ocenianiu świata, które nie rozumie. Chodzi mi rzecz jasna o obiektywnie dobre dzieła a nie jakieś gnioty, w których nic się nie zgadza.

Trzeba pamiętać, że wartościowa fantastyka to szereg precyzyjnie dobranych i pasujących do siebie elementów. Łamanie praw fizyki, które znamy wcale nie musi być błędem. W świecie przedstawianym przez danego autora mogą panować zupełnie inne prawa natury. Jeśli te są dobrze wyjaśnione, nie przedstawiają luk logicznych i działają w każdej sytuacji, a nie tylko wybiórczo, to nie można się ich czepiać. W takiej sytuacji smoki i inne fantastyczne zwierzęta nie stanowią problemu. Natomiast pod kątem fabuły, fantastyka niejednokrotnie poruszała, i nadal porusza, ważne tematy i analizuje realne problemy.

Magia, bogowie, różne rasy, potężne artefakty, wielcy bohaterowie stanowią pretekst do powiedzenia o czymś istotniejszym. Często też ten gatunek zapewnia po prostu świetną rozrywkę, pozwala poczuć się swojsko w nierealnym świecie.  I to też jest jego ogromna wartość. Dlatego też konstruktywnej krytyce mówię tak, ale ignorancji i lekceważeniu stanowcze nie.

Przeczytaj też: "Obiektywnie dobra książka"

niedziela, 1 października 2023

Obiektywnie dobra książka

 


Przeglądając różne portale internetowe, kilkukrotnie natknąłem się na tezę, że nie można obiektywnie stwierdzić czy dana książka jest dobra, czy też nie. Dlatego, że ocena zależy od gustu czytelnika bądź czytelniczki. Pisanie to, bowiem sztuka, a ta jest subiektywna. Uważam takie założenie za błędne a poniżej wskazuję, dlaczego.

Spór o „Wiedźmina”

Niedawno posprzeczałem się z kolegą na temat „Sagi o wiedźminie”. Znajomy stwierdził, że nie lubi tych książek, bo to łopatologia napisana w stylu trudnym do czytania. Z tego powodu poddał się przy pierwszej części. Dodał, że to tylko jego zdanie, ale niewiele to pomogło. Takie słowa, jak ulał pasują do wspomnianej już tezy o subiektywności sztuki.

Nie doszliśmy z kolegą do porozumienia w kwestii Geralta i spółki, bo ja sagę cenię bardzo wysoko. Zarówno, jeśli chodzi o fabułę, jak i styl. Cóż, przecież nie pierwszy raz, ktoś uważa książki cieszące się świetnymi opiniami za słabe. To samo dotyczy komiksów, seriali, filmów itp. Pewnie zdarzyło się wam, tak jak i mnie, słyszeć lub czytać zwrot „nie rozumiem fenomenu…”. Powtarzająca się, wyraźna różnica zdań skłoniła mnie do pewnych przemyśleń.

Opinia to nie fakt

Czy rzeczywiście nie sposób obiektywnie stwierdzić czy książka jest dobra czy zła? Otóż oczywiście, że można ocenić jakość powieści lub zbioru opowiadań! O klasie utworu decyduje warsztat. Każdy pisarz, mniej lub bardziej sprawnie, korzysta ze sposobów opowiadania historii rozwijanych od wieków. Zatem książka fantasy, czy inna przedstawicielka beletrystyki, zawiera:

  • fabułę, narrację, dialogi,
  • charakterystykę postaci,
  • konstrukcję świata przedstawionego,
  • opisy przyrody, budynków, przedmiotów etc.,
  • opisy wydarzeń.

Rzecz jasna, niezwykle ważna jest bezbłędna ortografia, gramatyka i interpunkcja.

Jeżeli wszystkie kwestie techniczne są wykonane zgodnie z warsztatem pisarskim, to książka jest dobra! Ma logiczną fabułę bez luk, odpowiednie tempo, wiarygodnych bohaterów i tak dalej. I jest to w pełni obiektywna ocena. Subiektywne są natomiast tylko i wyłącznie odczucia czytelniczki lub czytelnika. Tu zaznaczam wyraźnie, żeby nie było niedomówień, dzieło nie musi się podobać danej osobie, pomimo tego, że powstało zgodnie ze sztuką.

Nikt nie może jednak mówić, o książce spełniającej wszystkie obiektywne kryteria jakości, że jest źle napisana, nudna czy łopatologiczna. A tak się niestety dzieje. Wiele osób myśli, że ich zdanie jest jedynym słusznym, a to w rzeczywistości tylko subiektywne odczucia. Dlatego zawsze trzeba pamiętać, że opinia to nie to samo, co fakt. Warto też trzeźwo szacować własne możliwości. Bo nie każdy ma dostateczną wiedzę by obiektywnie ocenić powieść czy opowiadania.  

Przeczytaj też: "Dlaczego nie lubię "Wiedźmina" i innych adaptacji?"

środa, 15 marca 2023

Niewykonalne zadanie

 

   Pół roku po ujawnieniu, że wciąż żyje, Merlin miał masę pracy. Ogromny popyt na magiczne usługi był dla niego zaskakujący. W XXI wieku spodziewał się raczej oskarżeń o naciąganie naiwnych ludzi. Dlatego tak cieszył się z sukcesu swojej poradni. Dzięki niemu stopniowo odbudowywał mocno uszczuplony majątek.
  W paśmie wspaniałych osiągnięć czarodzieja, pojawiła się komplikacja. Zadanie, które przerastało nawet jego. Starał się to wyjaśnić szefom pewnej organizacji, którzy poprosili o pomoc.
   – Mistrzu, na pewno da się coś zrobić – powiedział prezes, jego zastępca pokiwał głową.
   – Panowie bardzo mi przykro, ale nawet ja nie nauczę Polaków grać w piłkę nożną – odparł spokojnie Merlin.


Przeczytaj też: "Rycerska (nie)dola"

piątek, 10 marca 2023

Rycerska (nie)dola

    

    Pasowany rycerz Henryk, sprawdził czy nikt nie przechodzi w pobliżu. Upewniwszy się, że jest sam, jeszcze raz przeczytał ogłoszenie wiszące na tablicy przed karczmą.
    „Należące do Ciebie wsie nie przynoszą dużych zysków? Nie stać Cię na wielką wyprawę w poszukiwaniu Świętego Kielicha, czy innych magicznych elementów zastawy stołowej? Chcesz uwolnić księżniczkę ze Smoczej Wierzy i potrzebujesz nowej zbroi, a prostak płatnerz żąda od Ciebie zapłaty? Z naszą pomocą spełnisz swoje marzenia i przeżyjesz wiele innych przygód. Skontaktuj się z nami już dziś!”
    Zaciekawiony Henryk ponownie spojrzał na nazwę na szczycie ogłoszenia. Złote litery układały się w napis Agencja Pracy „Paladyn”.

  Minęły ponad trzy miesiące od momentu, gdy pasowany rycerz Henryk, podjął nową pracę. Stanowczo nie był z niej zadowolony. Lubił głośno wyrażać swoją dezaprobatę. Jego kompani już do tego przywykli, więc tylko udawali, że słuchają.
    – Po co się na to wszystko zgadzałem – perorował Henryk. – Miała być dynamiczna młoda drużyna, a jest banda tchórzliwych młodzików. Miały być wysokie łupy, a są jakieś marne ochłapy. I gdzie ta rodzinna atmosfera? Toż to istna „Gra o tron”. Eh…
    – Nie jest tak źle – przerwał mu Bolesław. – Bitwy są lekkie i przyjemne, nie musimy się męczyć. Ja to tylko żałuję, że zabrali nam rabunkowe czwartki.


Przeczytaj też: "Model powiększony"

poniedziałek, 28 listopada 2022

Model powiększony



    Doradca sprawiał pozytywne wrażenie i co najważniejsze, znał się na tym, co sprzedawał. Jan zauważył to chwilę po wejściu do salonu. Teraz odpowiadał na pytania dotyczące zamawianego modelu.
    – Obecnie wykonujemy je z drewna sosnowego lub dębowego. Po który materiał mamy sięgnąć? – dociekał sprzedawca.
    – Zdecydowanie dębina – odparł Jan.
    – Czy poza standardowymi, złoconymi okuciami i uchwytami, życzy pan sobie dodatkowe ozdoby? – pytał doradca.
    – Nie, podstawowy zestaw wystarczy – odparł Jan. – Mam jednak nietypową prośbę. Chciałbym ją poszerzyć o 50 cm na każdym boku.
    – Po co panu tak duża trumna? – zapytał zdumiony sprzedawca.
    – Żebym mógł się przewracać w grobie, kiedy ktoś zekranizuje moją książkę.

Przeczytaj też:"Zła wróżba"

piątek, 11 lutego 2022

Zła wróżba

 



foto. Ben Rothstein/Amazon Studios/Vanity Fair

Pierwsze zdjęcia z nadchodzącego serialu Amazona. Mi bardziej kojarzą się z filmowym Hobbitem niż Władcą, niemniej są obiecujące. Jednakże nie o zdjęciach piszę.

Według artykułu, showrunnerzy serialu twierdzą, że "jest to historia o powstaniu Pierścieni Władzy, czyli o tym, co fani książek znają jedynie z ogólnego przypisu czy krótkiego wstępu z filmu...". Jeśli rzeczywiście tak stwierdzili to są w błędzie. Historia powstania Pierścieni jest opisana w całym rozdziale w Silmarillionie. Jego tytuł to "Pierścienie Władzy i Trzecia Era".

Rozdział nie jest długi, nie musiał być z prostego powodu. Najważniejsza cześć opowieści o Jedynym Pierścieniu rozgrywa się w trylogii. Czy, współpracująca z producentami, znawczyni twórczości Tolkiena o tym nie wie? Przecież to nie jest jakaś tajemna wiedza. Taki błąd nie wróży niczego dobrego. Oczywiście, jeśli wspomniane stwierdzenie padło.

niedziela, 23 stycznia 2022

Dlaczego nie lubię „Wiedźmina” i innych adaptacji?

Premiera drugiego sezonu „Wiedźmina” skłoniła mnie do pewnych przemyśleń. Wielu osobom, także mnie, nie podoba się ten serial. Często wskazujemy na niezgodność z książką. Kiedy wysuwamy ten argument jesteśmy krytykowani przez fanów i fanki produkcji Netflixa. Twierdzących, że duże zmiany to nic złego a w ogóle to takie narzekania są bez sensu. Otóż porównywanie serialu z książką ma sporo sensu i poniżej wyjaśnię Wam, dlaczego tak twierdzę.

Niezadowolenie to nie ból tylnej części ciała

Przenoszenie książek na ekran to praktyka stosowana niemalże od początku kina. Tak samo długa jest tradycja wskazywania niezgodności filmu względem pierwowzoru. Najnowszy „Wiedźmin” niewiele ma wspólnego z prozą Sapkowskiego. Lecz kiedy o tym wspominamy zaraz odzywają się fani serialu. Ich odpowiedzi na nasze narzekania przybierają następującą formę:

  • nie da się nakręcić wszystkich wątków z książki,
  • dobrze, że tak zrobili, bo mamy coś nowego a nie tę samą historię,
  • takie zmiany były potrzebne by dotrzeć do szerokiej widowni,
  • to jest interpretacja twórców a oni mają prawo zmieniać oryginalną fabułę.

Często wręcz odmawiane jest nam prawo do krytyki „Wiedźmina”. Fanom serialu się to nie spodoba ale własne zdanie to nie ból dupy.

Oczywiście nie każdy jest miłośnikiem książek czy gier o Geralcie. Są osoby, które obejrzały serial bez znajomości źródła, jednym się podoba, innym nie i te grupy też spierają się między sobą. W tym przypadku obrońcy również starają się odebrać niezadowolonym prawo do krytyki. Mocno się z tym nie zgadzam, bo skoro ktoś płaci za subskrypcję i finansuje Netflixa to ma prawo wymagać wysokiej jakości. A kiedy jej nie dostaje to może narzekać, proste. Wracając do odpowiedzi na krytykę, powtarzają się przy okazji każdej premiery ekranizacji prozy. Niejednokrotnie reagowałem na nie w rozmowach ze znajomymi. Teraz tę polemikę przedstawiam i Wam. Pamiętajcie, że nie są to prawdy objawione tylko moje przemyślenia. Swego rodzaju zaproszenie do dyskusji.

Dlaczego nie lubię adaptacji prozy?

Odpowiedź na pytanie z nagłówka jest prosta. Ja, i pewnie wielu fanów i fanek dowolnych książek, przywiązuję się do ulubionych bohaterów i historii. Przeżywam przygody i angażuję się emocjonalnie. Kiedy widzę, że wszystko, co mi się podobało zostało pozmieniane zwyczajnie się wkurzam. Tylko tyle i aż tyle. W tym miejscu pojawia się pierwszy punkt z powyższej listy, „nie da się nakręcić wszystkich wątków z książki”. Czy naprawdę w XXI wieku jest coś, czego nie da się nakręcić? W serialu, który ma 8-10 odcinków? Wszystko się da nakręcić, potrzebni są tylko dobrzy scenarzyści i chęci. Nawet same dialogi można pięknie pokazać, „Nienawistna ósemka” lubi to. Książkowe wstępy, przygotowania do wyprawy, opisy przyrody? Od czego są sceny otwierające, narratorzy, napisy, cięcia.

Winę za moją niechęć do adaptacji ponoszą także studia wykładające pieniądze i ekipy realizujące projekty. Dlatego, że ich przedstawiciele zazwyczaj wypowiadają podobne słowa:

  • szanujemy twórczość autor XYZ(albo jesteśmy jej wielkimi fanami),
  • będziemy starać się trzymać wizji autora,
  • książkowa fabuła zawsze jest dla nas bardzo ważna.

Zapewnienia kończą się wraz z premierą pierwszego sezonu kiedy to wychodzą jakieś „twórcze rozwijania fabuły”, „kreatywne zmiany”, „uwspółcześniania”. Szkoda tylko, że na ogół są to zmiany na gorsze. Ba, w przypadku „Wiedźmina” mamy jeszcze spłycanie opowieści. I jak mam się nie denerwować skoro jestem ewidentnie oszukiwany. A na dodatek produkcja serwuje mi papkę lekko tylko zabarwioną klimatem opowiadań i powieści.

Teraz mogę odpowiedzieć na kolejne dwa przytyki w stronę krytykujących ekranizacje. Chodzi o „to jest interpretacja twórców a oni mają prawo zmieniać oryginalną fabułę” i „dobrze, że tak zrobili, bo mamy coś nowego a nie tę samą historię”. Uważam, że tworzenie ekranizacji książki nie jest odpowiednią okazją na popisy scenarzystów i showrunnerek. Jeśli chcą przekazać swoje poglądy i pomysły to niech zrobią coś autorskiego a nie podpinają się pod cudze osiągnięcia. Jeśli dzieło można rozumieć na różne sposoby to niech nie raczą nas swoją interpretacją tylko pokażą je bez zmian fabuły. Wtedy pozwolą nam interpretować je tak jak chcemy. Czy nie lepiej stworzyć nową historię w danym uniwersum, tak jak zrobił CD Projekt Red, a nie zmieniać tę, którą kochają tysiące osób?

Serial rozszerzający dane uniwersum obejrzy każdy miłośnik książek. Trafi również do osób nieznających pierwowzoru i może skłoni je do sięgnięcia po literaturę. Na pewno będzie zachęcał powiązaniem ze znaną marką. Na koniec muszę dodać, że w stosunku do filmów jestem nieco bardziej wyrozumiały. W 2-3 godzinach ciężko jest zmieścić książkę. No chyba, że jest krótka jak „Opowieści z Narni”, które były bardzo wiernie oddane. Długie dzieła wymagają skrótów, ale zrobionych tak by nie zmieniać rdzenia historii. I tu cały na szaro lub biało wchodzi Gandalf z resztą ekipy od pierścienia. Innym sposobem są dwa filmy jak chociażby „Harry Potter i Insygnia Śmierci”. Te produkcje w odróżnieniu od części od 3 do 6 nieźle trzymały się książki.

Przeczytaj też "Piękny język"


wtorek, 15 maja 2018

Ścigając "Szarą zjawę" cz.III




Od­le­głość dzie­lą­ca oba stat­ki ma­la­ła w za­stra­sza­ją­cym tem­pie. Dzia­ła go­to­we do wy­strza­łu cze­ka­ły na roz­kaz. Vane stał przy perle ak­ty­wa­cyj­nej i wypatrywał znaku od ka­pi­ta­na. Kla­ba­ter krzą­tał się po po­kła­dzie spraw­dza­jąc czy wszyst­ko jest na swoim miejscu. Bel­la­my spi­sał się zna­ko­mi­cie, już rów­na­li się ze Zjawą. Na po­kła­dzie prze­ciw­ni­ków znaj­do­wa­ło się nie­wie­lu ma­ry­na­rzy, je­dy­nie tylu ilu było po­trzeb­nych do ob­słu­gi dział. Widar do­stał znak. Ude­rzył w ka­mień otwar­tą dło­nią mru­cząc słowo klucz. Po­mię­dzy ka­mie­nia­mi umo­co­wa­ny­mi na bur­tach prze­bie­gła fala wy­ła­do­wa­nia. Stru­mień mocy okrą­żył sta­tek a następne zaczął piąć się w górę. Bryg okry­ła ochron­na ko­pu­ła się­ga­ją­ca od linii wody do po­ło­wy masz­tów. Okrę­ty zrów­na­ły się, w niebo wzniósł się ogłu­sza­ją­cy huk. To „Szara Zjawa” otwo­rzy­ła ogień, rząd czter­dzie­stu armat plu­nął gra­dem stali. Osło­na brygu opar­ła się na­wał­ni­cy, Widar spraw­dził stan osłon na bran­so­le­cie no­szo­nej na prze­gu­bie. Po­ziom mocy spadł nie­spo­dzie­wa­nie nisko. Prze­su­wa­jąc małe krysz­tał­ki wy­re­gu­lo­wał prze­pływ ener­gii. „Ze­msta Kró­lo­wej Ilne” od­po­wie­dzia­ła salwą szes­na­stu rur, kule szta­bo­we i łań­cu­cho­we po­gna­ły w stro­nę fre­ga­ty za­mie­nia­jąc część oża­glo­wa­nia w plą­ta­ni­nę drzazg i strzę­pów lin. Ze­msta wy­mi­nę­ła fre­ga­tę, ka­pi­tan Teah krzy­czał:
– Ro­gers ustaw nas do ataku na drugą burtę. Vane jak osło­ny?
– Jesz­cze mak­sy­mal­nie dwie salwy i ko­niec – od­po­wie­dział Widar. – Mają dużą siłę ognia.
– Skoń­czy­my wcze­śniej.
CDN

czwartek, 8 marca 2018

Ścigając "Szarą zjawę" cz.II



Widar nie mu­siał sa­lu­to­wać, dał się jed­nak po­rwać mor­skiej przy­go­dzie. Z wo­recz­ka trzy­ma­ne­go w ręku wy­sy­pał na dłoń kilka sporych pereł. Idąc wzdłuż burt, co kilka kroków mocował jedną w specjalnym zagłębieniu.  Robiąc to obserwował nawigatora. Od pierw­sze­go dnia rejsu z za­in­te­re­so­wa­niem oglą­dał go przy pracy. Bel­la­my pod­szedł do małej me­ta­lo­wej skrzyn­ki umiesz­czo­nej u pod­sta­wy masz­tu. Otwo­rzył ją i wy­do­był dwa cien­kie pną­cza, przypominające pędy egzotycznej rośliny. Usiadł na krze­śle trzy­ma­jąc je ni­czym lejce. Przez okręt prze­szła fala wy­ła­do­wa­nia, roz­bły­sła siat­ka linii opla­ta­ją­cych ka­dłub. Łącza ste­ru­ją­ce zo­sta­ły ak­ty­wo­wa­ne. Vane wie­dział, że dzię­ki pa­ję­czy­nie ob­le­ka­ją­cej każdy element brygu, Ro­gers ma nad nim pełną kontrolę. Ster­nik po po­łą­cze­niu po­ru­sza ża­gla­mi by wy­ła­py­wać naj­mniej­sze po­dmuchy wia­tru. Na­pi­na i roz­luź­nia liny, może nawet sam zwi­jać żagle. Dzię­ki cien­kim lianą sta­tek za­pa­mię­tu­je miej­sca, w któ­rych był i szy­per po po­łą­cze­niu ma do­stęp do tej wie­dzy. Na­wi­go­wa­nie w ten spo­sób wy­ma­ga­ło cią­głe­go po­łą­cze­nia ze stat­kiem, było przy tym cholernie wyczerpujące.
„Szara Zjawa” nie miała prawa im uciec. Widar roz­mie­ścił w końcu perły do­oko­ła stat­ku. Jed­nej, za­pa­so­wej sztu­ki bra­ko­wa­ło, miał pewne po­dej­rze­nia, kto ją za­brał. Prze­mil­czał, nie był to aż tak pilne. Każdy na łajbie był już gotowy do walki, po­zo­sta­ło nerwowe oczekiwanie. Vane postanowił wró­cić na mo­stek. Ka­pi­tan za­do­wo­lo­ny z za­koń­czo­nych przy­go­to­wań wy­krzyk­nął ko­lej­ny raz:
– Kla­ba­ter, pokaż się prze­klę­ta zjawo.
– Sam je­steś prze­klę­ty ty nie­czu­ły su­kin­sy­nu – po­wie­dzia­ła po­ja­wia­ją­ca się z znikąd po­stać – Po­chyl się nad ma­je­sta­tem śmier­ci i okaż sza­cu­nek. Poza tym mam imię.
– Imię to ty mia­łeś zanim spa­dłeś, z bo­cia­nie­go gniaz­da skrę­ca­jąc kark – od­po­wie­dział Teah – Ciesz się, że jesz­cze cię nie wy­gna­łem.
– Nie strasz, je­stem ci po­trzeb­ny. Mów tak dalej to sam zejdę i zo­ba­czy­my.
– W po­rząd­ku – od­parł po­jed­naw­czo ka­pi­tan – Czy mógł­byś o szla­chet­na i przy­po­mi­na­ją­ca o po­wa­dze śmier­ci zjawo pil­no­wać, aby sta­tek po­zo­stał w ca­ło­ści? Co zresz­tą jest twoim za­da­niem, jako okrę­to­we­go upio­ra. Mogę cię o to pro­sić duchu, który kie­dyś był Tho­ma­sem Mol­lin­sem?
– Mógł­bym – od­po­wie­dział Kla­ba­ter igno­ru­jąc sar­kazm – Okręt bę­dzie bez­piecz­ny, wiesz prze­cież, że póki je­stem na stat­ku nie mamy prawa za­to­nąć.
– Wiem i do­ce­niam wybór na­sze­go stat­ku, choć nie mia­łeś wielu opcji, bo tu wła­śnie umar­łeś. Radzę tylko żebyś nie dawał w pysk moim lu­dziom na noc­nej wach­cie, za­ni­żasz mo­ra­le.
– Ja tylko dbam o ich czuj­ność – zjawa ro­ze­śmia­ła się – Muszą byś go­to­wi na wszyst­ko…
Roz­mo­wę prze­rwał krzyk z gniaz­da:
– Sta­tek na ho­ry­zon­cie.
            – Ro­gers wy­ci­śnij, co się da z tej łajby, nie mo­że­my ich zgu­bić – ka­pi­tan spoj­rzał na Wi­da­ra – Szy­kuj ka­mie­nie, kiedy dam znak od­pa­laj.
CDN




środa, 28 lutego 2018

Ścigając "Szarą zjawę" część I



Po dzie­się­ciu dniach na morzu w końcu do­ga­nia­li tę prze­klę­tą fre­ga­tę. Miała nad nimi sporą przewagę, nic to jed­nak nie zna­czy­ło, jeśli miało się na po­kła­dzie Bel­la­mie­go Ro­ger­sa. Był naj­lep­szym na­wi­ga­to­rem na Sy­re­nich Wy­spach. Nikt też nie znał le­piej ich sta­re­go brygu od ka­pi­ta­na Jacka Teaha. Za­ło­ga twier­dzi­ła, że uro­dził się na nim, lecz mogły to być je­dy­nie wy­my­sły. Ta dwój­ka pro­wa­dzi­ła okręt ide­al­nie śla­dem fre­ga­ty. Fre­ga­ty owia­nej złą sławą.
W każ­dym por­cie na wy­spach znano nazwę „Szara Zjawa”. Łupiła i niszczyła wszyst­kie stat­ki na swo­jej dro­dze. Nie bała się nawet starć z okrę­ta­mi li­nio­wy­mi króla Mor­ga­na. Mó­wio­no, że jej za­ło­gę sta­no­wi­ły zjawy po­le­głych ma­ry­na­rzy. A dowodzi nimi Bart Black, okrutnik, jakich mało. Por­to­we ba­ja­nia na­bie­ra­ły mocy po każ­dej uda­nej akcji Zjawy, strach brał od sa­me­go wspo­mnie­nia. Za­ło­ga tego brygu nie bała się jed­nak, była za­pra­wio­na, w bo­jach i nie­jed­no już wi­dzia­ła. „Ze­msta kró­lo­wej Ilne” była nie­mniej znana na tych wo­dach, i w żad­nym wy­pad­ku nie ko­ja­rzy­ła się po­zy­tyw­nie. Sto­ją­cy na most­ku ka­pi­tan przy­wo­łał bos­ma­na mó­wiąc:
– We­zwij tu Vanea, ko­niec z opieprzaniem się, ro­bo­ta czeka – mó­wiąc to uśmiech­nął się upior­nie.
Bos­man zna­lazł Wi­da­ra Vanea w po­ło­wie drogi do kwa­ter za­ło­gi. Wy­so­ki, czar­no­wło­sy męż­czy­zna już szedł na spo­tka­nie ka­pi­ta­na. Dotarł do mostka akurat, gdy Teah wy­da­wał roz­ka­zy.
– Ru­szać się, bo każe was wy­chło­stać. Usta­wiać ar­ma­ty, szykować broń. Bos­man, wy­ko­nać na­tych­miast. Ro­gers pod­łą­czaj się, złap w żagle wszyst­ko, co się da. Nie mogą nam uciec. Vane w końcu je­steś, jak to miło, wi­dzieć cię na po­kła­dzie – rzu­cił z prze­ką­sem do wcho­dzą­ce­go na mo­stek Wi­da­ra.
– Ahoj ka­pi­ta­nie, je­stem gotów do walki i przy­ję­cia w gar­dło dużej ilo­ści rumu. Arrrrr.
Teah spoj­rzał przeciągle na czar­no­wło­se­go. Jego twarz i oczy wy­raź­nie wska­zy­wa­ły na wal­czą­ce ze sobą złość i roz­ba­wie­nie. Po chwi­li po­wie­dział:
– Czy wszystkich na dworze już do końca popierdoliło? My­ślisz, że je­stem ja­kimś idio­tą z drew­nia­ną nogą i pa­pu­gą na ra­mie­niu? Je­stem wielkim do­wód­cą a to nie jest jakaś durna „Czar­na Perła”.
– Fak­tycz­nie Perły nie przy­po­mi­na, wy­glą­da ra­czej jak La­ta­ją­cy Hol…
Wi­dząc wzbie­ra­ją­cą w pi­ra­cie złość Vane zmie­nił zda­nie i po­wie­dział:
 – Spo­koj­nie, to był tylko żart. Już czas, do­ga­nia­my ich?
– Już prawie są w zasięgu. Ro­gers nie po­zwo­li im uciec, już za­bie­ra się do ro­bo­ty. Tobie też radzę za­cząć. Roz­kła­daj te cho­ler­ne ka­mie­nie.
– Tak jest.

środa, 17 stycznia 2018

W ludzkiej pamięci



Król spoglądał w ogromne, kryształowe zwierciadło. Przewijały się w nim obrazy przedstawiające różne sytuacje z życia dworu. Władca był wściekły, co odbijało się na jego twarzy. Czarodziej stał na uboczu, nie chciał ściągać na siebie gniewu króla. Wiedział, że Jego Wysokość jest porywczy i różne myśli przychodzą mu do głowy.
- Jak oni mogą mi to robić? Wglądam jak błazen w tym stroju – wrzeszczał władca. – Czy naprawdę taki mój obraz pozostał w ludzkiej pamięci?
- To tylko swego rodzaju przedstawienie – powiedział czarodziej.
- Przedstawienie czy nie, i tak wychodzę na durnia. Właściwie to, jaką nazwę nosi ta szopka?
Mag odpowiedział:
- „Korona królów” panie.

Przeczytaj też: Model powiększony"