piątek, 11 lutego 2022

Zła wróżba

 



foto. Ben Rothstein/Amazon Studios/Vanity Fair

Pierwsze zdjęcia z nadchodzącego serialu Amazona. Mi bardziej kojarzą się z filmowym Hobbitem niż Władcą, niemniej są obiecujące. Jednakże nie o zdjęciach piszę.

Według artykułu, showrunnerzy serialu twierdzą, że "jest to historia o powstaniu Pierścieni Władzy, czyli o tym, co fani książek znają jedynie z ogólnego przypisu czy krótkiego wstępu z filmu...". Jeśli rzeczywiście tak stwierdzili to są w błędzie. Historia powstania Pierścieni jest opisana w całym rozdziale w Silmarillionie. Jego tytuł to "Pierścienie Władzy i Trzecia Era".

Rozdział nie jest długi, nie musiał być z prostego powodu. Najważniejsza cześć opowieści o Jedynym Pierścieniu rozgrywa się w trylogii. Czy, współpracująca z producentami, znawczyni twórczości Tolkiena o tym nie wie? Przecież to nie jest jakaś tajemna wiedza. Taki błąd nie wróży niczego dobrego. Oczywiście, jeśli wspomniane stwierdzenie padło.

niedziela, 23 stycznia 2022

Dlaczego nie lubię „Wiedźmina” i innych adaptacji?

Premiera drugiego sezonu „Wiedźmina” skłoniła mnie do pewnych przemyśleń. Wielu osobom, także mnie, nie podoba się ten serial. Często wskazujemy na niezgodność z książką. Kiedy wysuwamy ten argument jesteśmy krytykowani przez fanów i fanki produkcji Netflixa. Twierdzących, że duże zmiany to nic złego a w ogóle to takie narzekania są bez sensu. Otóż porównywanie serialu z książką ma sporo sensu i poniżej wyjaśnię Wam, dlaczego tak twierdzę.

Niezadowolenie to nie ból tylnej części ciała

Przenoszenie książek na ekran to praktyka stosowana niemalże od początku kina. Tak samo długa jest tradycja wskazywania niezgodności filmu względem pierwowzoru. Najnowszy „Wiedźmin” niewiele ma wspólnego z prozą Sapkowskiego. Lecz kiedy o tym wspominamy zaraz odzywają się fani serialu. Ich odpowiedzi na nasze narzekania przybierają następującą formę:

  • nie da się nakręcić wszystkich wątków z książki,
  • dobrze, że tak zrobili, bo mamy coś nowego a nie tę samą historię,
  • takie zmiany były potrzebne by dotrzeć do szerokiej widowni,
  • to jest interpretacja twórców a oni mają prawo zmieniać oryginalną fabułę.

Często wręcz odmawiane jest nam prawo do krytyki „Wiedźmina”. Fanom serialu się to nie spodoba ale własne zdanie to nie ból dupy.

Oczywiście nie każdy jest miłośnikiem książek czy gier o Geralcie. Są osoby, które obejrzały serial bez znajomości źródła, jednym się podoba, innym nie i te grupy też spierają się między sobą. W tym przypadku obrońcy również starają się odebrać niezadowolonym prawo do krytyki. Mocno się z tym nie zgadzam, bo skoro ktoś płaci za subskrypcję i finansuje Netflixa to ma prawo wymagać wysokiej jakości. A kiedy jej nie dostaje to może narzekać, proste. Wracając do odpowiedzi na krytykę, powtarzają się przy okazji każdej premiery ekranizacji prozy. Niejednokrotnie reagowałem na nie w rozmowach ze znajomymi. Teraz tę polemikę przedstawiam i Wam. Pamiętajcie, że nie są to prawdy objawione tylko moje przemyślenia. Swego rodzaju zaproszenie do dyskusji.

Dlaczego nie lubię adaptacji prozy?

Odpowiedź na pytanie z nagłówka jest prosta. Ja, i pewnie wielu fanów i fanek dowolnych książek, przywiązuję się do ulubionych bohaterów i historii. Przeżywam przygody i angażuję się emocjonalnie. Kiedy widzę, że wszystko, co mi się podobało zostało pozmieniane zwyczajnie się wkurzam. Tylko tyle i aż tyle. W tym miejscu pojawia się pierwszy punkt z powyższej listy, „nie da się nakręcić wszystkich wątków z książki”. Czy naprawdę w XXI wieku jest coś, czego nie da się nakręcić? W serialu, który ma 8-10 odcinków? Wszystko się da nakręcić, potrzebni są tylko dobrzy scenarzyści i chęci. Nawet same dialogi można pięknie pokazać, „Nienawistna ósemka” lubi to. Książkowe wstępy, przygotowania do wyprawy, opisy przyrody? Od czego są sceny otwierające, narratorzy, napisy, cięcia.

Winę za moją niechęć do adaptacji ponoszą także studia wykładające pieniądze i ekipy realizujące projekty. Dlatego, że ich przedstawiciele zazwyczaj wypowiadają podobne słowa:

  • szanujemy twórczość autor XYZ(albo jesteśmy jej wielkimi fanami),
  • będziemy starać się trzymać wizji autora,
  • książkowa fabuła zawsze jest dla nas bardzo ważna.

Zapewnienia kończą się wraz z premierą pierwszego sezonu kiedy to wychodzą jakieś „twórcze rozwijania fabuły”, „kreatywne zmiany”, „uwspółcześniania”. Szkoda tylko, że na ogół są to zmiany na gorsze. Ba, w przypadku „Wiedźmina” mamy jeszcze spłycanie opowieści. I jak mam się nie denerwować skoro jestem ewidentnie oszukiwany. A na dodatek produkcja serwuje mi papkę lekko tylko zabarwioną klimatem opowiadań i powieści.

Teraz mogę odpowiedzieć na kolejne dwa przytyki w stronę krytykujących ekranizacje. Chodzi o „to jest interpretacja twórców a oni mają prawo zmieniać oryginalną fabułę” i „dobrze, że tak zrobili, bo mamy coś nowego a nie tę samą historię”. Uważam, że tworzenie ekranizacji książki nie jest odpowiednią okazją na popisy scenarzystów i showrunnerek. Jeśli chcą przekazać swoje poglądy i pomysły to niech zrobią coś autorskiego a nie podpinają się pod cudze osiągnięcia. Jeśli dzieło można rozumieć na różne sposoby to niech nie raczą nas swoją interpretacją tylko pokażą je bez zmian fabuły. Wtedy pozwolą nam interpretować je tak jak chcemy. Czy nie lepiej stworzyć nową historię w danym uniwersum, tak jak zrobił CD Projekt Red, a nie zmieniać tę, którą kochają tysiące osób?

Serial rozszerzający dane uniwersum obejrzy każdy miłośnik książek. Trafi również do osób nieznających pierwowzoru i może skłoni je do sięgnięcia po literaturę. Na pewno będzie zachęcał powiązaniem ze znaną marką. Na koniec muszę dodać, że w stosunku do filmów jestem nieco bardziej wyrozumiały. W 2-3 godzinach ciężko jest zmieścić książkę. No chyba, że jest krótka jak „Opowieści z Narni”, które były bardzo wiernie oddane. Długie dzieła wymagają skrótów, ale zrobionych tak by nie zmieniać rdzenia historii. I tu cały na szaro lub biało wchodzi Gandalf z resztą ekipy od pierścienia. Innym sposobem są dwa filmy jak chociażby „Harry Potter i Insygnia Śmierci”. Te produkcje w odróżnieniu od części od 3 do 6 nieźle trzymały się książki.

Przeczytaj też "Piękny język"


wtorek, 15 maja 2018

Ścigając "Szarą zjawę" cz.III




Od­le­głość dzie­lą­ca oba stat­ki ma­la­ła w za­stra­sza­ją­cym tem­pie. Dzia­ła go­to­we do wy­strza­łu cze­ka­ły na roz­kaz. Vane stał przy perle ak­ty­wa­cyj­nej i wypatrywał znaku od ka­pi­ta­na. Kla­ba­ter krzą­tał się po po­kła­dzie spraw­dza­jąc czy wszyst­ko jest na swoim miejscu. Bel­la­my spi­sał się zna­ko­mi­cie, już rów­na­li się ze Zjawą. Na po­kła­dzie prze­ciw­ni­ków znaj­do­wa­ło się nie­wie­lu ma­ry­na­rzy, je­dy­nie tylu ilu było po­trzeb­nych do ob­słu­gi dział. Widar do­stał znak. Ude­rzył w ka­mień otwar­tą dło­nią mru­cząc słowo klucz. Po­mię­dzy ka­mie­nia­mi umo­co­wa­ny­mi na bur­tach prze­bie­gła fala wy­ła­do­wa­nia. Stru­mień mocy okrą­żył sta­tek a następne zaczął piąć się w górę. Bryg okry­ła ochron­na ko­pu­ła się­ga­ją­ca od linii wody do po­ło­wy masz­tów. Okrę­ty zrów­na­ły się, w niebo wzniósł się ogłu­sza­ją­cy huk. To „Szara Zjawa” otwo­rzy­ła ogień, rząd czter­dzie­stu armat plu­nął gra­dem stali. Osło­na brygu opar­ła się na­wał­ni­cy, Widar spraw­dził stan osłon na bran­so­le­cie no­szo­nej na prze­gu­bie. Po­ziom mocy spadł nie­spo­dzie­wa­nie nisko. Prze­su­wa­jąc małe krysz­tał­ki wy­re­gu­lo­wał prze­pływ ener­gii. „Ze­msta Kró­lo­wej Ilne” od­po­wie­dzia­ła salwą szes­na­stu rur, kule szta­bo­we i łań­cu­cho­we po­gna­ły w stro­nę fre­ga­ty za­mie­nia­jąc część oża­glo­wa­nia w plą­ta­ni­nę drzazg i strzę­pów lin. Ze­msta wy­mi­nę­ła fre­ga­tę, ka­pi­tan Teah krzy­czał:
– Ro­gers ustaw nas do ataku na drugą burtę. Vane jak osło­ny?
– Jesz­cze mak­sy­mal­nie dwie salwy i ko­niec – od­po­wie­dział Widar. – Mają dużą siłę ognia.
– Skoń­czy­my wcze­śniej.
CDN

czwartek, 8 marca 2018

Ścigając "Szarą zjawę" cz.II



Widar nie mu­siał sa­lu­to­wać, dał się jed­nak po­rwać mor­skiej przy­go­dzie. Z wo­recz­ka trzy­ma­ne­go w ręku wy­sy­pał na dłoń kilka sporych pereł. Idąc wzdłuż burt, co kilka kroków mocował jedną w specjalnym zagłębieniu.  Robiąc to obserwował nawigatora. Od pierw­sze­go dnia rejsu z za­in­te­re­so­wa­niem oglą­dał go przy pracy. Bel­la­my pod­szedł do małej me­ta­lo­wej skrzyn­ki umiesz­czo­nej u pod­sta­wy masz­tu. Otwo­rzył ją i wy­do­był dwa cien­kie pną­cza, przypominające pędy egzotycznej rośliny. Usiadł na krze­śle trzy­ma­jąc je ni­czym lejce. Przez okręt prze­szła fala wy­ła­do­wa­nia, roz­bły­sła siat­ka linii opla­ta­ją­cych ka­dłub. Łącza ste­ru­ją­ce zo­sta­ły ak­ty­wo­wa­ne. Vane wie­dział, że dzię­ki pa­ję­czy­nie ob­le­ka­ją­cej każdy element brygu, Ro­gers ma nad nim pełną kontrolę. Ster­nik po po­łą­cze­niu po­ru­sza ża­gla­mi by wy­ła­py­wać naj­mniej­sze po­dmuchy wia­tru. Na­pi­na i roz­luź­nia liny, może nawet sam zwi­jać żagle. Dzię­ki cien­kim lianą sta­tek za­pa­mię­tu­je miej­sca, w któ­rych był i szy­per po po­łą­cze­niu ma do­stęp do tej wie­dzy. Na­wi­go­wa­nie w ten spo­sób wy­ma­ga­ło cią­głe­go po­łą­cze­nia ze stat­kiem, było przy tym cholernie wyczerpujące.
„Szara Zjawa” nie miała prawa im uciec. Widar roz­mie­ścił w końcu perły do­oko­ła stat­ku. Jed­nej, za­pa­so­wej sztu­ki bra­ko­wa­ło, miał pewne po­dej­rze­nia, kto ją za­brał. Prze­mil­czał, nie był to aż tak pilne. Każdy na łajbie był już gotowy do walki, po­zo­sta­ło nerwowe oczekiwanie. Vane postanowił wró­cić na mo­stek. Ka­pi­tan za­do­wo­lo­ny z za­koń­czo­nych przy­go­to­wań wy­krzyk­nął ko­lej­ny raz:
– Kla­ba­ter, pokaż się prze­klę­ta zjawo.
– Sam je­steś prze­klę­ty ty nie­czu­ły su­kin­sy­nu – po­wie­dzia­ła po­ja­wia­ją­ca się z znikąd po­stać – Po­chyl się nad ma­je­sta­tem śmier­ci i okaż sza­cu­nek. Poza tym mam imię.
– Imię to ty mia­łeś zanim spa­dłeś, z bo­cia­nie­go gniaz­da skrę­ca­jąc kark – od­po­wie­dział Teah – Ciesz się, że jesz­cze cię nie wy­gna­łem.
– Nie strasz, je­stem ci po­trzeb­ny. Mów tak dalej to sam zejdę i zo­ba­czy­my.
– W po­rząd­ku – od­parł po­jed­naw­czo ka­pi­tan – Czy mógł­byś o szla­chet­na i przy­po­mi­na­ją­ca o po­wa­dze śmier­ci zjawo pil­no­wać, aby sta­tek po­zo­stał w ca­ło­ści? Co zresz­tą jest twoim za­da­niem, jako okrę­to­we­go upio­ra. Mogę cię o to pro­sić duchu, który kie­dyś był Tho­ma­sem Mol­lin­sem?
– Mógł­bym – od­po­wie­dział Kla­ba­ter igno­ru­jąc sar­kazm – Okręt bę­dzie bez­piecz­ny, wiesz prze­cież, że póki je­stem na stat­ku nie mamy prawa za­to­nąć.
– Wiem i do­ce­niam wybór na­sze­go stat­ku, choć nie mia­łeś wielu opcji, bo tu wła­śnie umar­łeś. Radzę tylko żebyś nie dawał w pysk moim lu­dziom na noc­nej wach­cie, za­ni­żasz mo­ra­le.
– Ja tylko dbam o ich czuj­ność – zjawa ro­ze­śmia­ła się – Muszą byś go­to­wi na wszyst­ko…
Roz­mo­wę prze­rwał krzyk z gniaz­da:
– Sta­tek na ho­ry­zon­cie.
            – Ro­gers wy­ci­śnij, co się da z tej łajby, nie mo­że­my ich zgu­bić – ka­pi­tan spoj­rzał na Wi­da­ra – Szy­kuj ka­mie­nie, kiedy dam znak od­pa­laj.
CDN




środa, 28 lutego 2018

Ścigając "Szarą zjawę" część I



Po dzie­się­ciu dniach na morzu w końcu do­ga­nia­li tę prze­klę­tą fre­ga­tę. Miała nad nimi sporą przewagę, nic to jed­nak nie zna­czy­ło, jeśli miało się na po­kła­dzie Bel­la­mie­go Ro­ger­sa. Był naj­lep­szym na­wi­ga­to­rem na Sy­re­nich Wy­spach. Nikt też nie znał le­piej ich sta­re­go brygu od ka­pi­ta­na Jacka Teaha. Za­ło­ga twier­dzi­ła, że uro­dził się na nim, lecz mogły to być je­dy­nie wy­my­sły. Ta dwój­ka pro­wa­dzi­ła okręt ide­al­nie śla­dem fre­ga­ty. Fre­ga­ty owia­nej złą sławą.
W każ­dym por­cie na wy­spach znano nazwę „Szara Zjawa”. Łupiła i niszczyła wszyst­kie stat­ki na swo­jej dro­dze. Nie bała się nawet starć z okrę­ta­mi li­nio­wy­mi króla Mor­ga­na. Mó­wio­no, że jej za­ło­gę sta­no­wi­ły zjawy po­le­głych ma­ry­na­rzy. A dowodzi nimi Bart Black, okrutnik, jakich mało. Por­to­we ba­ja­nia na­bie­ra­ły mocy po każ­dej uda­nej akcji Zjawy, strach brał od sa­me­go wspo­mnie­nia. Za­ło­ga tego brygu nie bała się jed­nak, była za­pra­wio­na, w bo­jach i nie­jed­no już wi­dzia­ła. „Ze­msta kró­lo­wej Ilne” była nie­mniej znana na tych wo­dach, i w żad­nym wy­pad­ku nie ko­ja­rzy­ła się po­zy­tyw­nie. Sto­ją­cy na most­ku ka­pi­tan przy­wo­łał bos­ma­na mó­wiąc:
– We­zwij tu Vanea, ko­niec z opieprzaniem się, ro­bo­ta czeka – mó­wiąc to uśmiech­nął się upior­nie.
Bos­man zna­lazł Wi­da­ra Vanea w po­ło­wie drogi do kwa­ter za­ło­gi. Wy­so­ki, czar­no­wło­sy męż­czy­zna już szedł na spo­tka­nie ka­pi­ta­na. Dotarł do mostka akurat, gdy Teah wy­da­wał roz­ka­zy.
– Ru­szać się, bo każe was wy­chło­stać. Usta­wiać ar­ma­ty, szykować broń. Bos­man, wy­ko­nać na­tych­miast. Ro­gers pod­łą­czaj się, złap w żagle wszyst­ko, co się da. Nie mogą nam uciec. Vane w końcu je­steś, jak to miło, wi­dzieć cię na po­kła­dzie – rzu­cił z prze­ką­sem do wcho­dzą­ce­go na mo­stek Wi­da­ra.
– Ahoj ka­pi­ta­nie, je­stem gotów do walki i przy­ję­cia w gar­dło dużej ilo­ści rumu. Arrrrr.
Teah spoj­rzał przeciągle na czar­no­wło­se­go. Jego twarz i oczy wy­raź­nie wska­zy­wa­ły na wal­czą­ce ze sobą złość i roz­ba­wie­nie. Po chwi­li po­wie­dział:
– Czy wszystkich na dworze już do końca popierdoliło? My­ślisz, że je­stem ja­kimś idio­tą z drew­nia­ną nogą i pa­pu­gą na ra­mie­niu? Je­stem wielkim do­wód­cą a to nie jest jakaś durna „Czar­na Perła”.
– Fak­tycz­nie Perły nie przy­po­mi­na, wy­glą­da ra­czej jak La­ta­ją­cy Hol…
Wi­dząc wzbie­ra­ją­cą w pi­ra­cie złość Vane zmie­nił zda­nie i po­wie­dział:
 – Spo­koj­nie, to był tylko żart. Już czas, do­ga­nia­my ich?
– Już prawie są w zasięgu. Ro­gers nie po­zwo­li im uciec, już za­bie­ra się do ro­bo­ty. Tobie też radzę za­cząć. Roz­kła­daj te cho­ler­ne ka­mie­nie.
– Tak jest.

środa, 17 stycznia 2018

W ludzkiej pamięci



Król spoglądał w ogromne, kryształowe zwierciadło. Przewijały się w nim obrazy przedstawiające różne sytuacje z życia dworu. Władca był wściekły, co odbijało się na jego twarzy. Czarodziej stał na uboczu, nie chciał ściągać na siebie gniewu króla. Wiedział, że Jego Wysokość jest porywczy i różne myśli przychodzą mu do głowy.
- Jak oni mogą mi to robić? Wglądam jak błazen w tym stroju – wrzeszczał władca. – Czy naprawdę taki mój obraz pozostał w ludzkiej pamięci?
- To tylko swego rodzaju przedstawienie – powiedział czarodziej.
- Przedstawienie czy nie, i tak wychodzę na durnia. Właściwie to, jaką nazwę nosi ta szopka?
Mag odpowiedział:
- „Korona królów” panie.

Przeczytaj też: Model powiększony"

wtorek, 28 listopada 2017

Dobra zabawa



Dziewczynę obudziło natrętne pukanie do drzwi. Otwierając oczy zdała sobie sprawę, że czuje się tak źle jak jeszcze nigdy. Z trudem wspomaganym złością podeszła do drzwi i otworzyła je. Spojrzała na zasuszoną staruszkę z koszykiem jabłek w ręku. Nie spodobał jej się ten widok, pomyślała, że zaraz będzie nawracana na słuszną wiarę.
- Kochanieńka kup jabłko, dobre. Antonówka prosto z drzewa - babuleńka zaskrzeczała przeraźliwie.
Jak zjem choćby jabłko to mi chyba flaki wyjdą uszami, pomyślała młoda. Z drugiej strony coś w końcu trzeba przegryźć, bo na samym alkoholu daleko nie pojadę.
- Pani tu poczeka, zaraz wracam – powiedziała młoda.
Dziewczyna wróciła do izby, zgarnęła kilka miedziaków ze stołu i kupiła jabłko. Ugryzła kęs a staruszka nadal stojąca w progu zaczęła się demonicznie śmiać. Czekała na coś, co jak się okazało nie nadeszło.
- Jak możesz jeszcze stać? – zapytała z niedowierzaniem stara. - Przecież w jabłku było tyle trucizny, że zabiłaby sześciu chłopa.
Dziewczyna spojrzała na staruchę i rozumiejąc, co się dzieje powiedziała:
- Słyszałaś może kiedyś powiedzenie „mały, ale wariat”? Ja właśnie mieszkam z siedmioma takimi osobnikami. Biorę tyle rzeczy, że nawet twoje durne lustro o nich nie słyszało. Ogólnie lubię dobrą zabawę, ale tego, co się tu wyprawia bez prochów nie wytrzymam.

Warto zerknąć: Pokonać lęk 

Zapraszam do czytania drabbli